• Strona główna
  • Makler
  • Nauka
  • O autorze
  • To czytam
  • West Highland Way
Niebieski Pomarańczowy Zielony Różowy Purpurowy

The Wire

Post z kategorii filmy. Napisał Newton, a był to Kwiecień 4, 2010 roku.
kwi 04

Doctor Who, House, Battlestar, Jericho, Deadwood, In Treatment, United States of Tara, Dexter, Mad Men, Big Bang Theory, Firefly, Coupling, Heroes, Twin Peaks – nazbierało się strasznie dużo tych seriali. Na wymienionej liście brakuje serialu stricte kryminalnego – z przestępcami i policjantami próbującymi ich złapać. Lukę tę zapełnia (i to jak!) The Wire.

Akcja rozgrywa się w Baltimore – mieście na wschodnim wybrzeżu USA. Baltimore jest wielkości Wrocławia – ma trochę ponad 600 tysięcy mieszkańców, przy czym 63% populacji stanowią Afroamerykanie. Po jednej stronie serialowej barykady stoi specjalnie uformowany oddział policji, po drugiej stronie – gangi narkotykowe. Myślę, że podstawowym celem twórców serialu było pokazanie obu środowisk jak najdokładniej. Poznajemy więc policjantów – dobrych i złych, pracujących w Wydziale Zabójstw, Narkotyków, ich szefów, szefów ich szefów (burmistrza, członków rady miejskiej), ich rodziny. W większości policjanci są dobrymi fachowcami, choć oczywiście zdarzają się fajtłapy lub ludzie celowo działający na szkodę prowadzonych spraw. Narzędziem wykorzystywanym w każdej serii jest tytułowy podsłuch, który często pozwala być o krok do przodu przed gangsterami. Podsłuch pełni tu chyba rolę symboliczną – czy cały serial nie jest swego rodzaju podsłuchem, dzięki któremu możemy wejść w światy, w które inaczej byśmy nie wkroczyli?

Z drugiej, równie ciekawej strony, mamy świat przestępczy. Gangi narkotykowe toczące między sobą rozgrywki (gra jest tu kluczowym pojęciem), a więc dilerzy, dzieciaki stojące na czatach, przestępcy działający na własną rękę (kapitalny Omar), szefowie dilerów, szefowie gangów i ich rodziny. Obraz jest naprawdę głęboki – na tyle głęboki, że trudno powiedzieć, by któraś z postaci (no, poza oczywistymi wyjątkami) była rzeczywiście zła. Tak naprawdę, nie mieli wyboru – gra to gra, gdy rodzisz się w świecie gry, nie możesz nie grać. Sympatia widza jest rozdzielona po równo między policjantów i przestępców. Ciekawe są też relacje między jednym i drugim światem – rzeczywiście przypominają relacje między sparing-partnerami, nienawiść nie jest tu dominującym uczuciem. Widać to szczególnie w scenach z udziałem policjantów na co dzień pracujących „na ulicy” – oczywiście, czasem obu stronom puszczają nerwy i zdarzają się brutalne akcje, jednak po całym dniu gry zdarza się, że ścigający i ścigani przypadkiem wpadają na siebie w kinie – ich życia są tak naprawdę podobne.

Oprócz handlu narkotykami możemy zapoznać się ze światem amerykańskiej polityki samorządowej (zdobywanie funduszy na kampanię jest tu kluczowe, a czasem lepiej nie pytać, skąd pochodzą te pieniądze), ze światem doków i portów (ciekawy temat, chyba rzadko poruszany w popkulturze) czy ze światem edukacji (jeśli ktoś narzeka na polskich uczniów, powinien zobaczyć co tam się dzieje). Aspekt który mnie szczególnie zainteresował, to rozwój techniki przez kolejne serie. The Wire miał premierę na HBO w połowie 2002 roku – nie dziwi więc, że systemem używanym na komputerach służących do podsłuchów jest Windows XP – jest to element w pewnym sensie współczesny. Z drugiej strony aparaty cyfrowe są przez pierwsze 2 serie swego rodzaju ciekawostką – policjanci posługują się zwykłym „analogowym” sprzętem i czasem muszą w trakcie akcji zmieniać kliszę. W jednym z odcinków sporo komplikacji wynikło stąd, że jedna z policjantek (działająca w ukryciu) nie wiedziała dokładnie w której z uliczek się znajduje – w dzisiejszym świecie telefony z GPS-em pozwalające na bieżąco śledzić bieżącą pozycję (także zdalnie – w Internecie) to norma. Pewien ratunek przychodzi ze strony zaprzyjaźnionych agentów FBI – jednak technologie przez nich dostarczane jako nowinki dzisiaj są w zasięgu każdego.

Ciekawostką jest piosenka z czołówki – klasyczne „Way Down in the Hole” Toma Waitsa wykonywane jest w każdej serii przez kogoś innego. W polskiej wersji serialu twórcy mogliby wykorzystać utwór Kazika. A skoro jesteśmy już przy dźwięku – akcent bohaterów serialu to rozkosz dla ucha. Polecam.

Komentarze: 2

  1. fantom on Kwiecień 4th, 2010

    Bardzo fajna recenzja. Zapowiada się ciekawy serial, planuję obejrzeć, pozdrawiam

  2. Newton on Kwiecień 5th, 2010

    A dzięki, polecam i pozdrawiam.



Zostaw odpowiedź

Blog Newtona

Nazywam się Newton. Teraz będę kłamał.

  • Kategorie
    • arduino
    • emo
    • filmy
    • inne
    • książki
    • muzyka
    • nauka
    • podróże
    • technikalia
    • wiara
  • Archiwa
    • Styczeń 2012
    • Grudzień 2011
    • Wrzesień 2011
    • Sierpień 2011
    • Maj 2011
    • Marzec 2011
    • Luty 2011
    • Styczeń 2011
    • Grudzień 2010
    • Listopad 2010
    • Październik 2010
    • Sierpień 2010
    • Lipiec 2010
    • Maj 2010
    • Kwiecień 2010
    • Luty 2010
    • Grudzień 2009
    • Listopad 2009
    • Październik 2009
    • Wrzesień 2009
    • Sierpień 2009
    • Lipiec 2009
    • Czerwiec 2009
    • Maj 2009
    • Kwiecień 2009
    • Marzec 2009
    • Luty 2009
    • Styczeń 2009
    • Grudzień 2008
    • Listopad 2008
    • Październik 2008
    • Wrzesień 2008
    • Sierpień 2008
    • Lipiec 2008
    • Czerwiec 2008
    • Maj 2008
    • Kwiecień 2008
    • Marzec 2008
    • Luty 2008
    • Styczeń 2008
    • Grudzień 2007
    • Listopad 2007
    • Październik 2007
    • Wrzesień 2007
    • Sierpień 2007
    • Maj 2007
    • Kwiecień 2007
    • Marzec 2007
    • Luty 2007
  • Wyszukiwanie






  • Strona główna
  • Makler
  • Nauka
  • O autorze
  • To czytam
  • West Highland Way

© Copyright Blog Newtona. All rights reserved.
Designed by FTL Wordpress Themes brought to you by Smashing Magazine

Do góry!