Miesięczne archiwum: styczeń 2008

Nowy zawód

21 lat mi dziś stukło. Chyba powoli zaczynam dojrzewać do pewnych decyzji, dotyczących mojej przyszłości i życia dorosłego. Informatyka – owszem – jest dość dynamiczną dziedziną rynku, jednak nie zapewnia takich profitów, jak kilka innych zawodów. Z tymi innymi postanowiłem związać swoją przyszłość.

Wojtek Orliński o ojcostwie

Wojtek Orliński to publicysta Gazety Wyborczej i periodyku Lewą nogą. Jakoś nigdy nie odpowiadała mi pieśń lewicy, ale lubię czytać WO w dwóch wypadkach: gdy pisze o kulturze popularnej (w szczególności o muzyce i science-fiction) i gdy pisze o ojcostwie. Ostatnio na swoim blogu zamieścił fajny wpis dotyczący drugiego tematu – polecam.

Kazimierz Wierzyński

Kazimierz WierzyńskiSą dzieła, o których ciężko powiedzieć chociażby jedno własne zdanie, gdyż każde takie zdanie będzie kłamstwem. Prawdą jest tylko sama treść dzieła, wyraża się ona i broni samodzielnie, słowa zaś komentarza zaciemniają jedynie tę prawdę, odwodząc od tego co istotne. Takim dziełem jest bez wątpienia piosenka Kazimierz Wierzyński z płyty Autor. Czemu więc służyć ma ten wpis? No cóż, podtytuł bloga do czegoś zobowiązuje.

Kielich pór roku zgłębiając wielekroć
Dotrzesz do Stanów Zjednoczonych Duszy
Kiedy sprzeczności się ze sobą zetkną
Jedno jeszcze pragnienie nieodmiennie suszy:
Zgubić za sobą ból, gorycz i żal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal.

Oto więc mamy naszego bohatera. Człowiek, który zgłębił już wielekroć kielich pór roku i to doświadczenie doprowadziło go do pewnej stałości, gdy wszystko jest już dokładnie takie, jak być powinno. Gdy duszą nie szarpią żadne sprzeczności, gdy jest się zadowolonym z tego co się osiągnęło, przyjmując ze spokojem także wszystkie swoje błędy. W głębi duszy jest jednak tęsknota za ciszą jeszcze większą, za uniezależnieniem się od porażek i sukcesów, za dopełnieniem i zwieńczeniem przeżytych lat.

Unieść się ponad spiekotę epoki
Śmignąć przez ściany dymów z jednego odbicia
Przeskoczyć wieczność w jednym mgnieniu oka
I pobić rekord świata w długości przeżycia
Opaść w zaświecie jak świetlisty szal

W ostatnim skoku w nieskończoną dal

Czytaj dalej

„Autor” – ciekawostka

Strachy na Lachy - AutorZespół Strachy na Lachy (projekt Grabaża z Pidżamy Porno, to oni śpiewają Dzień dobry, kocham Cię) wydał parę miesięcy temu płytę Autor, z piosenkami Jacka Kaczmarskiego. Miały się tam znaleźć m.in. A my nie chcemy i Autoportret Witkacego, jednak posiadacz praw autorskich – Przemysław Gintrowski – nie wyraził na to zgody. Wersje SnL (o innych melodiach niż oryginały) nie odpowiadały mu ze względu na brak walorów artystycznych. W ostatecznej wersji te dwie piosenki zostały wycięte. Zaburzyło to koncepcję Autora, muzycy musieli zmienić kolejność utworów i dołączyć jeden dodatkowy, który nie przeszedł wstępnej selekcji – słynne Mury.

Na tym jednak nie koniec. SnL przedstawiły tę całą historię na dołączonej do płyty wkładce-plakacie. Do albumu została również dołączona czysta płyta, aby – jak artyści wyjaśniają – każdy mógł nagrać swoją wersję, z piosenkami w kolejności oryginalnej (która została podana). Oczywiście – jasno to napisali – chodzi jedynie o utwory legalne nagrane na kupionym albumie. Oczywiście nie mogli zresztą napisać inaczej.

Tyle jeśli chodzi o to, co jest zapisane. Jednak łatwo domyśleć się o co chodzi naprawdę. Gdyby artystom zależało tylko na tym, by każdy mógł mieć płytę z piosenkami w oryginalnej kolejności (choć ciągle wybrakowaną), czemu by sami takich płyt nie sprzedawali, nie bawiąc się w dodawanie CD-R-ów?

Odpowiedź na pytanie jest prosta. Dziwnym trafem (wyciek ze studia?) w Internecie pojawiły się dwa brakujące utwory (notabene, bardzo dobre). Każdy kto zakupił płytę może więc uzupełnić sobie album i nagrać wersję director’s-cut. Strasznie mi się spodobała ta sztuczka, dzięki której fani dostali niewybrakowany produkt. Produkt ten zresztą – po pierwszym odsłuchaniu – zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Więcej wkrótce.

„Moja dumka”

Mianem dumki określali kozacy swoje smutne pieśni o dziewczynach, które pozostały w domu rodzinnym, a których już się nie ujrzy, z powodu takich czy innych żądnych krwi wrogów. W Polsce najsłynniejszą dumką jest oczywiście piosenka z filmu Kawalerowicza (która pewnie do tych prawdziwych ma się nijak). Podczas zabawy noworocznej usłyszałem piosenkę, którą autor również nazwał dumką. Jego.

Piosenka ta nie ma nic wspólnego z kozackimi utworami. Podmiot liryczny opowiada tu ni mniej ni więcej tylko o tym, że udało mu się przelecieć zdobyć względy swojej wybranej, bo ona wybrała właśnie jego. Jest z tego powodu najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, a w tym szczęściu nie może się z nim równać nawet król. Co więcej: największym skarbem jest miłość i niech cały świat się dowie! Treść więc – jak widać – jest szalenie oryginalna.

Marek Tranda - Moja Dumka (A to ja ja ja ja prawdziwym jestem królem...)Mamy więc tytuł nie pasujący do treści i treść która zdaje się być sztampową. Czemu więc w ogóle piszę tego posta? Bo wykonanie jest fenomenalne – radość i młodość bije wręcz ze śpiewu Marka Tranda. Jak młodość może bić ze śpiewu? Posłuchajcie i sprawdźcie sami!