Miesięczne archiwum: luty 2011

Postrzelajmy

Ostatnia gra stworzona w oparciu o Arduino może się wydawać trochę niemęska. Nie dość, że nie chodzi w niej o pokonanie kogokolwiek, to w dodatku trzeba rozpoznać (!) i zapamiętać parę kolorów. Stwierdziłem, że czas stworzyć grę, w której gracz będzie mógł ujawnić drzemiącą w nim adrenalinę i chęć mordu. Proszę państwa, oto Shooter.

Zasada jest prosta. Płytka wyobraża straszliwą bestię z pięciorgiem oczu. Oczy co jakiś czas się zapalają – wówczas należy skorzystać z Lekkiego Działka Laserowego (LDL) i strzelić potworowi w otwartą źrenicę. Należy jednak uważać, aby nie strzelić w oko zamknięte (czyli w zgaszoną diodę). Nie należy również zbyt długo się zastanawiać – jeśli oko zapalone jest zbyt długo, przegrywamy. Filmik jak zwykle rozwieje wszelkie wątpliwości.

No i parę słów o budowie. Do tej gry nie wystarczył już polecany w poprzednich notkach Starter Kit. Zmuszony byłem dokupić 5 fotodiod (po 1 zł / szt.) i wskaźnik laserowy (5 zł na targowisku, u pana ze wschodnim akcentem). Diody wziąłem jakie były – w domu okazało się, że mają maksymalny opór około 220 kΩ. Poza tym wszelkie niezbędne części znajdziecie w polecanym zestawie. Przy każdej fotodiodzie należało zbudować dzielnik napięcia przy pomocy 10 kΩ-wego rezystora. Buzzer podłączamy przez rezystor 220 Ω. Grę rozpoczyna się strzelając laserem w dowolną diodę. Dobrze jest grać w ciemnym pomieszczeniu – silne światło (zwłaszcza słoneczne) może sprawić, że fotodiody zaczną reagować. Do ściągnięcia oczywiście program.

De-Loused in the Comatorium

Przeglądając stare wpisy na blogu zdziwiłem się, że żadnego z nich nie poświęciłem zespołowi The Mars Volta – tymczasem ich debiutancka płyta De-Loused in the Comatorium jest jednym z najlepszych kawałków muzyki, jaki miałem okazję słuchać. Nie zrozumcie mnie źle – Legenda czy The Unforgottable Fire też są bardzo dobre, ale jednak The Mars Volta to coś zupełnie innego od zespołów, które znałem wcześniej (i później też).

De-Loused… to concept-album opowiadający o niejakim Cerpinie Taxt’ie. Cerpin próbował popełnić samobójstwo zażywając dużą dawkę morfiny zmieszanej z trutką na szczury. Próba jest jednak nieudana – nasz bohater zapada w śpiączkę, podczas której doświadcza wizji. Na wiki piszą, że wizje te mają dotyczyć kondycji ludzkości i jego własnej psychiki. Mi się wydaje, że tych wizji nie da się opisać słowami (gdyby się dało, to czemu miałby służyć album?). Po tygodniu Cerpin się budzi i stwierdza, że po tym, czego doświadczył, dalsze życie nie ma sensu. Historia jest niejakim hołdem dla przyjaciela zespołu – Julio Venegas – który zmarł w podobnych okolicznościach, jak Cerpin. Czytaj dalej