Dziennik pokładowy
2010-08-09, 11:05
Wczoraj rozpoczęliśmy nasz rejs. Dość długo się zbieraliśmy z Wilkas (niedaleko Giżycka) – trzeba było iść do kościoła, na zakupy, a jak na zakupy to i na obiad. Na nasz posiłek w giżyckiej pizzerii czekaliśmy około godziny (!), w międzyczasie przez miasto przeszła wielka ulewa. Gdybyśmy byli na środku jeziora nasza sytuacja byłaby nieciekawa.
Ale wypłynęliśmy. Dla mnie była to pierwsza podróż jachtem. Albo prawie pierwsza – miałem w dzieciństwie jakiś epizod z żaglówką i burzą, ale mechanizm wyparcia skutecznie pozbawił mnie wspomnień z tego wydarzenia.
Płynie się fajnie. Wiatr wieje, łódka się przechyla i zasuwa całkiem szybko – zmierzyliśmy naszą prędkość przy użyciu ogryzka i wyszło nam 4-5 km/h (co potwierdził później GPS). Moją rolą w 6-osobowej załodze jest póki co bycie balastem („na lewo burta!”, „na prawo burta!”), choć przy zwrocie przez sztag luzowałem już i wybierałem szot foka (haha!).

