Miesięczne archiwum: październik 2008

Jump fuckers

A co by się stało, gdyby nie wpompowano tych pieniędzy w banki? Zaklinacze deszczu potraciliby pracę i majątki, może część ludzi straciłaby oszczędności, ale może na dłuższą metę przywrócilibyśmy kapitalizm?
– Liczyłem na to, że tak się stanie. Myślałem: krach spowoduje, że zaczniemy się zastanawiać, czy to, co zbankrutowało, to rzeczywiście był kapitalizm, gospodarka wolnorynkowa. Bo moim zdaniem nie. Ale, niestety, orkiestra na bankowym „Titanicu” zagrała tak głośno, że głosy rozsądku, również w Kongresie amerykańskim, zostały zagłuszone. Trochę tak jak w starym żydowskim dowcipie: Salcie pyta Mośka, dlaczego on spać nie może. Mosiek mówi: „Salcie, bo pożyczyłem od naszego sąsiada dużo pieniędzy i nie mam z czego oddać”. Więc Salcie podeszła do okna, otworzyła je i krzyczy: „Icek! Mosiek ci nie odda pieniędzy!”. Odwraca się i mówi: „Wracaj, Mosiek, do łóżka, teraz to już jest jego problem”. Tak zrobili bankowcy z Wall Street – zaczęli wrzeszczeć do podatników: „Tragedia, tragedia”, żeby ich problem stał się problemem podatników. A widziałem taką piękną demonstrację na Wall Street z pięknym transparentem, na którym było napisane: Jump fuckers.

Robert Gwiazdowski – Przekrój 43/2008

Lao Che w Toruniu

Lao Che to zespół, który sporo poprzewracał w Polskiej scenie muzycznej. Najpierw zaszokował wszystkich tym, że o historii można mówić w przebojowy sposób – nie popadając jednocześnie w patos. Chodzi oczywiście o Powstanie Warszawskie. Natomiast ostatnia płyta – Gospel – dzięki genialnym tekstom i oryginalnej muzyce długo widniała na listach bestsellerów. W niedzielę, 12 X 2008, Lao Che zawitało do Torunia, gdzie o 20.30 rozpoczęli koncert „Pod aniołem” w „Piwnicy pod aniołem”.

Niedzielnym wieczorem przed lokalem ustawiła się dość spora kolejka fanów liczących, że uda się kupić jeszcze bilet – niestety wszystkie wyprzedane były już kilka dni wcześniej. Dość długo trwały przygotowania, ustawianie głośności poszczególnych głośników i instrumentów, zresztą drobne poprawki na żądanie zespołu dokonywane były praktycznie po każdej piosence pierwszej połowy koncertu.

A same piosenki – rozpoczął Gospel i Bóg zapłać, później Kowboje, następnie przeboje z Powstania i praktycznie do końca koncertu zespołowi udało się zachować równowagę między wszystkimi płytami oprócz pierwszej – z Guseł były tylko 3 piosenki. Jednak płyta ta jest jednocześnie najmniej znana i zdaje się, że fani byli zadowoleni z takiego rozkładu. Kapela umiejętnie dysponowała naszymi siłami, po co ostrzejszych kawałkach następowała chwila na rytmiczne kiwanie się do melodii mpaKOmpaBIEmpaTA czy Wiedźmy.

Mnie najbardziej chyba cieszyły kawałki z Powstania: moim osobistem numerem jeden jest Barykada. Barykado, nasza Polsko mała, idź pod prąd daje piękne możliwości dialogu z publicznością, zaś przejście ze spokojnej zwrotki do czadowego refrenu jest jedną z najlepszych rzeczy, jaką można przeżyć na koncercie i przeżyć w ogóle 😉 Warto przyjść na koncert także dla usłyszenia niech żyje Polska z gardeł setki studentów – i nie ma to nic wspónego z jakimkolwiek nacjonalizmem, jest za to naprawdę fajne. To zdaje się być przesłaniem zespołu i tej płyty: ludzie Powstania to byli naprawdę fajni ludzie, a z drugiej strony – podobni do nas.

Po koncercie oczywiście nastąpiły bisy. Pierwsze były przygotowane, zespół wyszedł nie dając nam zbyt długo czekać. Na drugą porcję bisów musieliśmy już nieco czekać – a gdy zespół pożegnał się po raz drugi, serwując nam Siekierę, najwytrwalsi skandowali Lao Che przez circa 10 minut. I kapela wróciła, dając nam okazję do pogo przy Godzinie W. Wszyscy podziękowali gromkim „Dzię-ku-je-my, dzię-ku-je-my” za te dwie godziny świetnej zabawy. Do następnego koncertu!

Dolomity

Decyzja została podjęta: pod koniec września jedziemy w góry. Rumuńskie góry: Maramuresz. Podobno bardzo urokliwe, mieliśmy tam spędzić tydzień, spanie pod namiotami, pożywianie się zupkami chińskimi, itd., czyli: typowe studenckie wakacje. Niestety, pogoda w Yahoo skutecznie zniechęciła nas do wyjazdu – komu zresztą miła byłaby perspektywa tygodniowego moknięcia. Szybka zmiana planów – jedziemy w Dolomity, góry północnej części Włoch, gdyż jedynie w ten obszar Starego Kontynentu zaglądało podówczas słońce. Czytaj dalej