Miesięczne archiwum: grudzień 2007

Lód – recenzja

Tunguskie lasy po katastrofieByła historia. I był rok 1907. I katastrofa była. W syberyjskiej tajdze nastąpił wybuch, który powalił drzewa w promieniu 40 kilometrów. Ludzie dostrzegli tę eksplozję z 1,5 tysiąca kilometrów, usłyszeli zaś z kilometrów 4,5 tysiąca. Od tego momentu dzieje świata zaczęły iść nie w tę stronę, co trzeba.

Ale jak można powiedzieć, w którą stronę powinny iść dzieje świata? Czyżby determinizm? Ale cóż to za determinizm, gdy jednak nie determinuje? Dukaj mówi: prawa. Odkryj człowiecze prawa rządzące historią, a potem sprawdź, czy teraźniejszość zgodna jest z tymi prawami. Nie jest. Na świat w 1907 roku przyszedł Lód.

Lód zamroził historię. Ponieważ Lód pojawił się na Syberii, zamroził najpierw historię Rosji. Nie było więc wojny, rewolucji, Polska to dalej rosyjska prowincja. Spytacie: jak historię mógł lód zamrozić? Sposobów jest kilka.

Znane i zwyczajne pierwiastki: żelazo, węgiel, pod wpływem Lodu zyskały właściwości niezwykłe i niezmiernie przydatne. Rosja stała się jedynym eksporterem tungetytu – materiału 20-krotnie droższego od złota. Nowe bogactwo pozwoliło przetrwać Rosji carów.

Lód wpływa także na logikę. Albowiem w krainie Lata, której Lód nie dotknął, wszystko jest rozmyte, błotniste, ani takie ani takie. Spróbuj zastosować żelazną logikę, ścisłe wynikania na relacje międzyludzkie, na politykę, na ekonomię – nie da się, dziedziny te wbrew logice postępują. Natomiast kraina Zimy – tu Lód wymroził wszelką niepewność. Kraina Zimy to raj dla miłośników detektywistycznych powieści, gdzie samą jeno dedukcją można odkryć kto zabił i dlaczego. Kraina Zimy to raj dla matematyków – albowiem relacje międzyludzkie stają się równie przejrzyste i poddające się ścisłym prawom jak matematyczne równania. Kraina Zimy – tu nawet mówić zbyt wiele nie trzeba, wszyscy posiadając odpowiednie informacje mogą dojść tylko do tych samych wniosków. Tu nie ma wariatów. Ale nie ma też genialnych wynalazców – wymyślenie czegokolwiek wymaga, by udać się poza często uczęszczane myślowe drogi.

No i jest powieść. Głowny bohater – Gierosławski – z krainy Lata zmierza ku krainie Zimy transsyberyjską koleją. Zmienia się nasz bohater – to cecha charakterystyczna dukajowych powieści. Na początku nawet ciężko o nim powiedzieć by istniał – taki jest nijaki. Staje się jednak coraz bardziej. Wraz z nim zmienia się i czytelnik – przynajmniej ten piszący te słowa. Czy to powszechne, że czytając książkę, powieść świat tłumaczącą, chce się to tłumaczenie wraz z bohaterem przyjąć, za swoje uznać? Ba – nawet teraz piszę tak, w takim stylu, jakby to Gierosławski myślał i pisał. Ot – książka lodowa, ma moc zmrozić i czytającego.

Całość stylizowana jest na powieść przełomu XIX wieku. Język, ortografia, rozmiar (ponad 1000 stron) no i czas ukazanych wydarzeń przywodzą na myśl owe dzieła pozytywistyczne. Możemy tu spotkać Teslę, Piłsudskiego, Rasputina – oczywiście w historii zamrożonej, historii alternatywnej. Możemy usłyszeć jak brzmiałyby pijackie przyśpiewki, gdyby historia tak się właśnie potoczyła. Możemy usłyszeć, jak by mówiono. Możemy zrozumieć, jak by myślano. Powieść prawdziwa – opisuje świat i człowieka. Warto.

Powieści

Moim ulubionym gatunkiem literackim jest powieść. Lubię dobrą powieść. Charakterystyczni bohaterowie, błyskotliwe dialogi i wartka akcja. Fabuła nad którą myśli się przez kilka tygodni i styl, który wchodzi w krew na kilka miesięcy. Wiele wątków pobocznych. No i najmniej 350 stron, a dobrze jako powyżej 500. Nie lubię Coehlo. Nie lubię powieści eksperymentalnych (chyba, że posiadają w/w cechy). Nie lubię powieści, w których fabuła jest tylko narzędziem dla ukazania blablabla. Wolę 10 razy przeczytać Lalkę niż jeszcze raz przeczytać Alchemika. Powieści, w których większość zdań zawiera uniwersalną prawdę uważam za nic nie warte z matematycznego powodu: jeśli coś jest uniwersalne, tzn. można to dopasować do każdej sytuacji, to taki obiekt musi należeć do zbioru pustego. Takiemu zbiorowi jest też równa wartość owych sentencyj. Nowoczesne powieści przypominają mi papkę serwowaną w domu dla nerwowo chorych – nie wymagając przetrawienia, podają wszelkie wnioski do jakich powinien dojść czytelnik ot tak, po prostu. Na każdej stronie po 20 wniosków, każdy znajdzie coś dla siebie. Fabularna wersja „książeczek upominkowych„. Fabuła – kto by się nią przejmował. Bohaterowie – jeśli są stypizowani i płascy, to lepiej pasują do stylu przypowieści. Dialogi? Po co owijać absolut w bawełnę? Styl? A jakiż to charakterystyczny styl można nadać zdaniu, nie przekazującemu żadnej konkretnej treści? Sfabularyzowane haiku, autorzy poszli na skróty ku celowi o nazwie „Ukażmy czym jest świat i człowiek”.

Bo taki rzeczywiście powinien być cel powieści. Powieści dobre od czytalnych odróżniam po tym, że te pierwsze rzeczywiście ukazują prawdę o człowieku i świecie, a te drugie – samą jeno opowieść (jak zauważył Philip K. Dick). Ukazanie tych podstawowych prawd nie może jednak odbywać się na poziomie dosłownym. Nie można napisać: albowiem prawdą o człowieku jest tamto i siamto. Nie można tego zrobić z tej chociażby przyczyny, że powieść taka nigdy nie zajmie 350 stron (nie marząc już o 500). Opisana historia, zachowanie bohaterów (psychologiczne prawdopodobne i uzasadnione) – to ma mi ukazać wizję człowieka. Wszelkie zdarzenia i przeciwności, zakończenie i początek, tło – tu chcę dowiedzieć się czegoś o świecie.

Z tego powodu lubię fantastykę. W science-ficition naukowe podejście daje logiczność wywodu. Chęć zachowania realizmu (no, prawdopodobieństwa) w dziedzinie techniki wymusza zachowanie zdrowego rozsądku na innych płaszczyznach. Fantasy ma z kolei długie tradycje w ukazywaniu znakomitych historii (patrz: baśnie). Znana powieść fantasy (6 części, ponad 200 stron każda!) o kilku hobbitach zajmujących się spedycją biżuterii przekazuje więcej prawdy na temat istot ludzkich niż wszystkie Czarownice z Portobello razem wzięte. Choć oczywiście nie tylko fantastyka – chyba, że Dostojewskiego lub innego Prusa za fantastę uznamy.

Tyle rozważań, teraz część pt. „zastosowanie”. Będzie krótko. 6.XII Jacek Dukaj wydaje nową książkę, pt. „Lód„. Dukaj to gość, który napisał m.in. opowiadanie Katedra (ekranizacja niemalże dostała Oskara). Nowa powieść ma ponad 1000 stron, akcja rozgrywa się w carskiej Rosji (m.in. Warszawa, kolej transsyberyjska i sama Syberia), bohaterów jest multum, a autor łączy rozważania filozoficzno-historiozoficzne z wciągającą fabułą. Jak dla mnie – bomba. Miłej lektury życzę Wam i sobie.