• Strona główna
  • Makler
  • Nauka
  • O autorze
  • To czytam
  • West Highland Way
Niebieski Pomarańczowy Zielony Różowy Purpurowy

Robot

Arduino, płytka łącząca świat elektroniki z komputerami, którą bawiłem się w zeszłym roku, od pewnego czasu zbierała kurz w kącie. Chodził mi co prawda po głowie pewien pomysł, ale jakoś ciężko było mi się zebrać za jego realizację. Do czasu. Przyszedł styczniowy długi weekend (pierwszy w tym roku) i postanowiłem: buduję robota. Powstała całkiem fajna maszynka. Daje się sterować z komórki, a ponadto posiada kamerę, dzięki której wyświetla eksplorowane miejsca. Z czego się to ustrojstwo składa?

Czytaj więcej 1 komentarz   |   Napisał Newton
sty 11

Arduino

Wczoraj przyszło pocztą moje Arduino. O tym co to za ustrojstwo można poczytać w wielu miejscach w Internecie. Mi się wydaje, że jest to najprostszy sposób, aby ze świata komputerów i programowania przejść do świata elektroniki. Arduino to płytka elektroniczna, którą z jednej strony podłączamy do komputera przez USB, a z drugiej strony ma kilkanaście wejść/wyjść cyfrowych i analogowych, do których w prosty sposób możemy podłączyć dowolne elementy i układy elektroniczne (na przykład diody LED, wyświetlacze, czujniki temperatury, itd.) Ludzie robią z tym niesamowite rzeczy – roboty, gry telewizyjne, instrumenty muzyczne – a wszystko to w dość prosty sposób.

Moją płytkę kupiłem w sklepie nettigo w zestawie o nazwie starter kit. Oprócz samej płytki dostałem tzw. płytkę stykową (dzięki której można tworzyć swoje układy bez lutowania), kupę kabli (ku uciesze A.), 10 czerwonych diod świecących, jedną kolorową diodę RGB, czujnik temperatury, dwa guziki, czujnik światła (fotorezystor), tranzystor i układ scalony (tzw. rejestr przesuwny). Jednym słowem – wszystko co trzeba, aby zrobić z płytką milion ciekawych rzeczy.

Czytaj więcej 4 komentarzy   |   Napisał Newton
gru 20

Król Bólu

Skończyłem właśnie czytać zbiór opowiadań Jacka Dukaja. Książka gruba, przypomina Lód – czarna, twarda okładka, identyczna typografia. W środku 8 opowiadań. Autor pisze w postscriptum, że opowiadania te przypominają raczej powieści i trudno się z nim nie zgodzić – pierwszy tekst ma 229 stron, cała książka 820.

Czasem wydaje mi się, że Dukaj ma do dyspozycji szklaną kulę lub sprytny program, który działa według następującego schematu: bierzemy współczesny świat i wyławiamy z niego dowolny trend, jakiś element, który w przyszłości mógłby znacznie wpłynąć na rzeczywistość. Następnie zakładamy, że wpłynął. Dalej już dzieje się samo – wystarczy obserwować, jak zmienia się język, stosunki międzyludzkie, polityka, ekonomia, rozrywka.

Czytaj więcej 1 komentarz   |   Napisał Newton
gru 04

Limit 16 GB, dyski USB i Xbox 360

Jednym z niezbędnych dodatków do konsoli Xbox 360 jest dysk twardy. Umożliwia on zapisywanie stanu gry, przechowywanie gier ściągniętych z Internetu i wersji demonstracyjnych. Dyski dedykowane Xboksowi są dość drogie, ale od wiosny tego roku istnieje możliwość wykorzystania pamięci USB – pendrive’ów i dysków USB. Niestety, istnieje pewne ograniczenie – na takim dysku można zapisać maksymalnie 16 GB danych. A więc nawet jeśli posiadamy dysk wielkości 500 GB, Xbox będzie umiał zająć jedynie owe 16 GB. Gdzieś w Internecie przeczytałem, że można wówczas podzielić dysk na partycje, po 16 GB każda. Takie działanie jest jednak bezcelowe. Xbox 360 i tak zainicjalizuje dysk po swojemu, tworząc jedną wielką partycję a na niej folder Xbox360 o wielkości 16,5 GB. Co więc zrobić, aby wykorzystać większą część napędu?

Sposób jest banalnie prosty. Dysk przystosowany do pracy z Xboksem podłączamy do komputera. W katalogu głównym siedzi wspomniany już folder Xbox360. Tworzymy jego kopie nazwane na przykład Xbox360-1, Xbox360-2, Xbox360-3, itd. Każdy z tych folderów możemy traktować jako oddzielny, 16 GB-owy wolumin. W jednym momencie możemy korzystać tylko z jednego folderu. Jeśli się już zapełni (na przykład zainstalujemy na nim Bioshocka 2 i Gears of War 2) i potrzebujemy więcej miejsca, podłączamy dysk do PC-ta i zmieniamy nazwę folderu Xbox360 na przykład na Xbox360-Bioshock2-GOW2, a jeden z wcześniej utworzonych folderów przemianowujemy na Xbox360. Znowu mamy 16 GB wolnego miejsca! Jeśli po miesiącu chcemy znowu mieć dostęp do Bioshocka, podłączamy dysk do PC i zmieniamy nazwę odpowiedniego folderu na Xbox360.

Podsumowując – możemy utworzyć dowolną ilość kopii folderu Xbox360 i żonglować nimi korzystając z PC-ta. Wystarczy pamiętać, że Xbox będzie korzystał zawsze z folderu nazwanego Xbox360.

Czytaj więcej Brak komentarzy   |   Napisał Newton
gru 01

Żółwia grafika

Wypożyczyłem wczoraj jedną z książek, która miała znaczący wpływ na moje życie. Jest to pozycja o nazwie „Atari Logo – komputerowe przygody”. Tę samą książkę zakupiłem w wieku 9 lat razem z moim pierwszym komputerem – Atari 65 XE. Ponieważ nie umiałem wczytać z kasety żadnej gry, pozostało mi uruchomić Atari Logo i zagłębiać się w ten nowy, fascynujący świat.

Przeglądam książkę teraz i jest tak samo świetna, albo i lepsza jak 14 lat temu. Jest to podręcznik programowania w języku LOGO przeznaczony dla dzieci. Język jest dość specyficzny – przy jego pomocy można wydawać polecenia widocznemu na ekranie żółwiowi. O takiemu jak po prawej.

Sam żółw nie jest zwyczajnym gadem. Zwierzak jest bowiem wyposażony w pisak, którym może rysować po ekranie. Wystarczy wydać mu polecenie, aby ruszył przed siebie lub obrócił się. Po wpisaniu komendy FD 10 żółw przesuwa się do przodu o 10 kroków. RT 90 pozwala obrócić żółwia o 90 stopni w prawo, zaś REPEAT 4 [FD 10 RT 90] rysuje nam kwadrat. Czyż to nie piękne?

A. ostatnio pytała mnie, czy mam w swoim rodzinnym mieście jakieś magiczne miejsca, które są dla mnie ważne i które wspominam z rozrzewnieniem. Potrafiłem przypomnieć sobie kilka uliczek, rogów czy drzew, ale uświadomiłem sobie później, że najciekawszym miejscem było jednak biurko z Atari. Było to miejsce nieograniczonych możliwości. Przepisałem z książki parę programów. Program rysujący dom. Nostalgia leje się wiadrami.

‘

Czytaj więcej 1 komentarz   |   Napisał Newton
lis 04

Ku przestrodze – Orange Free i przedłużenie umowy

W lipcu skończyła mi się 2-letnia umowa z Orange. Już w kwietniu zadzwonił do mnie konsultant, proponując przedłużenie jej o kolejny rok. Zgodziłem się, bo w sumie jestem zadowolony z usług tej sieci. Od początku roku korzystam z pakietu Orange Free 39,5 – dają 2 GB za 40 zł, co mnie urządzało, pan z Orange zaproponował mi Orange Free za pół ceny (z rozmowy zrozumiałem, że mam płacić 39,5 / 2 ~ 20 zł). Urządzało mnie to jeszcze bardziej.

W sierpniu przyszło już zapłacić abonament w nowej wysokości (około 60 zł). Nieco się rozczarowałem dostając SMS-a o rachunku w wysokości nieco ponad 100 zł, ale stwierdziłem, że wakacje, dużo rozmów, nie ma się czym przejmować. Nie dostaję faktur papierowych, rachunek mogę sobie wygenerować w Orange Online, kasa natomiast jest automatycznie ściągana z mojego konta (polecenie zapłaty), tak więc cały proces płacenia dzieje się niejako za moimi plecami (co jest dość wygodne).

W kolejnym miesiącu rachunek znowu wyniósł nieco ponad 100 zł – zrzuciłem to znowu na karb wakacji. Sytuacja powtórzyła się jednak w październiku. Próbowałem ściągnąć listę opłat z Orange Online, serwis niestety przechodził akurat jakąś modernizację. Gdy w listopadzie znowu widzę kwotę 104,50 zł (identyczna jak poprzednio) nieco się już zdenerwowałem. Na fakturze (którą udało mi się ściągnąć) widniała pozycja: usługi internetowe – 69,50 zł. Co się okazało?

Czytaj więcej 1 komentarz   |   Napisał Newton
paź 10

Podsłuchiwanie protokołu https

Pisząc Maklera stanąłem przed ciekawym problemem. Otóż aby komórka mogła połączyć się z rachunkiem maklerskim, mój program musi niejako „udawać” przeglądarkę, wysyłającą żądania. Tak więc na przykład w przypadku mBanku muszę pobrać stronę logowania, wysłać login i hasło, pobrać stronę z menu, pobrać adres strony z notowaniami, itd. Aby wiedzieć co tak naprawdę muszę wysyłać na serwer domu maklerskiego i jakich odpowiedzi się spodziewać niezbędne było „podsłuchanie” (sniffing) ruchu sieciowego do i z odpowiedniego serwera. Niestety, tutaj zaczynają się schody. Wszelkie instytucje finansowe do połączeń z klientem używają protokołu https (to „s” jest od „secure”). Protokół jest prawie tym samym co popularny http, a więc pozwala pobierać strony i wysyłać formularze, jednak zapewnia 3 dodatkowe rzeczy: spójność, uwierzytelnienie i szyfrowanie. W tym przypadku kluczowe jest trzecie słówko. Oznacza ono, że nawet jeśli postronna osoba mogłaby odczytać to, co moja karta sieciowa wysyła i odbiera, to i tak będzie to dla niej bezużyteczne, gdyż nie potrafi tego odszyfrować. Oznacza to również, że nawet i na moim własnym komputerze żaden program poza przeglądarką nie może „zajrzeć” do przesyłanych danych.

Czytaj więcej 6 komentarzy   |   Napisał Newton
paź 03

Bioshock

Minione wakacje były bardzo owocne, albowiem przeszedłem dwie części gry Bioshock, którym warto poświęcić kilka słów. W obu częściach gracz zostaje wrzucony w świat podwodnego miasta Rapture, które – wedle zamysłu jego twórcy – miało być podwodnym rajem, współczesną Atlantydą. Raj – wedle wizji Andrew Ryana, założyciela miasta – jest miejscem, gdzie wolność jednostki jest najwyższym priorytetem, gdzie każdy może z czystym sumieniem pracować dla własnego dobra, gdzie sztuka, nauka i przedsiębiorczość nie jest poddawana żadnym ograniczeniom. Utopia niestety przerodziła się w antyutopię – w praktyce okazało się, że jednak przydaje się pewien nadzór nad naukowcami, przedsiębiorcami a nawet artystami, gdyż bardzo ochoczo wkraczają w swej nieograniczonej wolności w wolność innych mieszkańców Rapture (czyniąc z nich niewolników, przedmioty badań naukowych, itd).

Czytaj więcej Brak komentarzy   |   Napisał Newton
sie 16

Dziennik pokładowy

2010-08-09, 11:05

Wczoraj rozpoczęliśmy nasz rejs. Dość długo się zbieraliśmy z Wilkas (niedaleko Giżycka) – trzeba było iść do kościoła, na zakupy, a jak na zakupy to i na obiad. Na nasz posiłek w giżyckiej pizzerii czekaliśmy około godziny (!), w międzyczasie przez miasto przeszła wielka ulewa. Gdybyśmy byli na środku jeziora nasza sytuacja byłaby nieciekawa.

Ale wypłynęliśmy. Dla mnie była to pierwsza podróż jachtem. Albo prawie pierwsza – miałem w dzieciństwie jakiś epizod z żaglówką i burzą, ale mechanizm wyparcia skutecznie pozbawił mnie wspomnień z tego wydarzenia.

Płynie się fajnie. Wiatr wieje, łódka się przechyla i zasuwa całkiem szybko – zmierzyliśmy naszą prędkość przy użyciu ogryzka i wyszło nam 4-5 km/h (co potwierdził później GPS). Moją rolą w 6-osobowej załodze jest póki co bycie balastem („na lewo burta!”, „na prawo burta!”), choć przy zwrocie przez sztag luzowałem już i wybierałem szot foka (haha!).

Czytaj więcej 1 komentarz   |   Napisał Newton
sie 02

Android – wrażenia z pola boju

W życiu każdego mężczyzny przychodzi moment, kiedy chce się porzucić dobrze znane okolice i udać się w dzicz i nieznane. Wakacje są dobrym momentem na takie wyprawy. Wakacyjna, programistyczna wyprawa w moim przypadku doprowadziła mnie do Android SDK – pakietu programistycznego dla telefonów z systemem Google.

Krótko mówiąc, chcąc nauczyć się czegoś nowego, postanowiłem napisać aplikację na swój telefon. Ponieważ ostatnimi czasy próbowałem nieco handlować na giełdzie (jeszcze trochę i może uda mi się w końcu wyjść na zero ;) ), pomyślałem o programie umożliwiającym takowy handel z poziomu telefonu komórkowego. Plan pracy zakładał kilka etapów, pierwszym z nich było utworzenie programu wyświetlającego aktualne notowania – i to się już udało.

Android SDK oparty jest o środowisko Eclipse. Cały pakiet ściąga się w postaci paczki, za darmo, ze strony Android Developers. Instalacja jest bezproblemowa, po ściągnięciu i zainstalowaniu Android SDK należy wybrać które z wersji Androida chcemy emulować, a pakiet dociągnie sobie potrzebne obrazy. Wszystko jest spójne, pod Linuksem działa bardzo fajnie i widać, że jest dopracowane. Eclipsa można lubić lub nie lubić, ja lubię (od kiedy mam 4 GB RAM-u, hehe). Podpowiadanie składni, uruchamianie aplikacji na emulatorze za pomocą jednego guzika, automatyczne kreatory pozwalające wyeksportować gotowy program w formie nadającej się do przesłania do Android Market, podgląd tworzonego aktualnie interfejsu – naprawdę przyjemne i ułatwiające życie rzeczy.

Androidowe aplikacje pisze się w Javie. Java jaka jest każdy widzi – z jednej strony rozwlekła składnia, nie bardzo czytelny kod, brak kilku przydatnych rzeczy takich jak przeciążanie operatorów, czy argumenty domyślne oraz – co najgorsze – ogromne konfiguracyjne XML-e. Z drugiej strony – tak naprawdę nie ma rozsądnej alternatywy. C++ jest jeszcze straszniejsze, a Python czy Ruby (mimo ogromnej sympatii, zwłaszcza dla tego drugiego) ze swoim dynamicznym typowaniem chyba jednak nie nadają się do tego, by być głównym językiem przenośnej platformy. Androidowa Java daje nam do dyspozycji kawałek dobrze znanego pakietu java.* (brakuje tu jednak np. klas obsługujących grafikę) oraz specyficzny pakiet android.*, który pozwala komunikować się z systemem, wyświetlać GUI, itd. Google nie troszczy się zbytnio o zachowanie standardów i nie uświadczymy w Androidzie rzeczy znanych z Javy SE czy ME.

Interfejs aplikacji opisuje się za pomocą XML-i. Występują w nich znaczniki opisujące pewne kontenery (na przykład LinearLayout czy TableLayout) oraz znaczniki oznaczające konkretne elementy (TextViewButton). Ustawiania elementów można nauczyć się dość szybko, pomaga tu bardzo wspomniana już funkcja podglądu. Istnieje nawet możliwość projektowania WYSIWYG, ale pozostawia ona jeszcze sporo do życzenia i lepiej edytować plik samemu. Myślę, że dla każdego kto miał do czynienia z HTML-em, projektowanie interfejsu aplikacji będzie dość intuicyjne.

Sama aplikacja składa się z aktywności, usług, dostawców treści oraz, hm, odbiorców (broadcast receiver). Aktywność jest odpowiednikiem okna. Usługa pozwala wykonać pewne operacje niezależnie od otwartych aktywności. Dostawca treści pozwala wykorzystywać innym aplikacjom wytworzone dane, zaś odbiorca pozwala reagować na różne zdefiniowane lub systemowe zdarzenia (na przykład: „jest już 12:00!”, albo: „Marek dzwoni”). Szczegółowy opis tych elementów znajduje się już na milionie stron, więc nie ma co się rozpisywać. Ważnym elementem każdej aplikacji jest także jakiś magazyn danych. W przypadku Androida każda aplikacja może w prosty sposób utworzyć swoją bazę SQLite. Nie ma co prawda żadnego standardowego ORM-a, ale od pisania surowych SQL-i chroni nas rozbudowana klasa SQLiteQueryBuilder.

Wszyscy wiedzą, że napisać program to jeszcze nic – trzeba go jeszcze zmusić do poprawnego działania. Android SDK daje możliwość debuggowania za pomocą Eclipsa (można ustawiać breakpointy, podglądać zawartość zmiennych itd). Warto też mieć uruchomioną gdzieś w tle aplikację adb logcat. Wyświetla ona logi systemowe oraz (co ważne) treści wyjątków. Można również logować swoje błędy przy użyciu sympatycznej klasy Log i jej statycznych metod (polecam Log.wtf()).

A gdy już utworzymy naszą aplikację której pragną miliony, wystarczy zapłacić $25 Google’owi i już można publikować program w Android Market. Niestety, Polska traktowana jest tu nieco po macoszemu – możemy zamieszczać w sklepie jedynie aplikacje darmowe.

Ogólnie fajna zabawa, można zacząć od razu, nie trzeba mieć nawet telefonu z Androidem (dzięki wbudowanym emulatorom). Udział takich komórek w rynku systematycznie rośnie i myślę, że mimo kilku problemów, warto się tą platformą zainteresować.

Czytaj więcej 2 komentarzy   |   Napisał Newton
lip 17

Gołębie

Gołębie były dwa. Ten jasny i ten ciemny. Upodobały sobie balkon sąsiada, pełen starych doniczek i niepodlewanych kwiatów. Wybrały jedną z donic jako idealne miejsce na gniazdo. Trzeba przyznać, że kierowały się chyba lenistwem – ponieważ donica pełna już była ziemi i starych liści, nie musiały mozolnie znosić gałęzi. Po prostu zamieszkały razem w tej donicy – takiej, jak była.

Z początku siedziały w niej razem, wylatując od czasu do czasu na łowy (zapewne polowały na turystów i ich dzieci, wielkich miłośników toruńskich gołębi). Uprzedzając pytania – nie brudziły i nie hałasowały, była to wprost idealna młoda para sąsiadów.

Pewnego dnia zauważyłem, że rodzina chyba się powiększy. W doniczce leżały dwa jaja. Zmieniły się wtedy tryb gołębiego życia. Związek był 100%-owo partnerski, wysiadywanie odbywało się na zmianę. Za dnia wartę pełnił ten ciemny a w nocy – ten jasny. Warta dzienna była krótsza, ale też bardziej męcząca. Balkony wychodzą na południe, więc praktycznie cały dzień na ciemnego gołębia mocno świeciło słońce. Około 10 i 18 następowała zmiana. Trzepot skrzydeł, potrójne gruchanie, trzepot skrzydeł. Zmieniały się bardzo szybko, nie traciły czasu na opisywanie sobie nawzajem przebiegu dnia lub nocy.

Gdy ciemny lub jasny gołąb przylatywał na swoją zmianę, przysiadał na barierce balkonu. Zachęcony trzepotem zwykle wychodziłem i ja, poobserwować przez chwilę gołębie i ich jajka. Ja na jednym balkonie i gołąb na barierce drugiego. Przeważnie patrzył na mnie z boku, obserwował mnie, tak jak i ja go. Dopóki stałem na balkonie, on stał na barierce, pozwalając, aby jajka były odkryte. Może nie chciał zdradzić lokalizacji gniazda, a może uważał, że jest czymś wstydliwym usadowić się w donicy. Wchodziłem wtedy na chwilę do pokoju – gołąb zlatywał z barierki i powolnym krokiem obejmował donicę na kilka godzin w swoje posiadanie.

Przedwczoraj zobaczyłem, że miejsce jednego z jajek zajęło pisklę. Małe, z wielką głową, której większość zajmowały nieotwarte jeszcze oczy. Próbowało chronić się w cieniu rodzica, gdyż na zewnątrz było 35 stopni Celsjusza. Niestety, słońce okazało się silniejsze. Wczoraj wykluł się drugi pisklak. Miałem nadzieję, że będzie bardziej wytrzymały od brata lub siostry. I rzeczywiście, dziś rano mały gołąb wiercił się jeszcze pod piórami dużego. Po kilkunastu minutach usłyszałem trzepot skrzydeł i gruchanie. Miejsce jasnego gołębie przyleciał zająć ciemny. Nie miał się już jednak czym opiekować. Wydziobał kilka ziaren z doniczki i odleciał.

Po południu pojawił się znowu ten jasny. Widocznie odlatując rano, nie zauważył, że tym razem nie udało się przedłużyć gołębiego gatunku. A może zauważył, ale górę nad pamięcią wziął instynkt, każący codziennie o 18 pojawiać się na balkonie mojego sąsiada? Jasny gołąb przysiadł w doniczce, popatrzył i odleciał. Projekt „gniazdo na Głowackiego” został zakończony. Nie ma tu już nic więcej do roboty.

A może jest? Po godzinie pokazały się oba – ten jasny i ten ciemny. Zostały jednak tylko chwilę i odleciały. Widocznie potrzeba tu było czegoś więcej niż dwa gołębie i stara doniczka na nasłonecznionym balkonie.

Czytaj więcej 1 komentarz   |   Napisał Newton
Poprzednia strona 2 z 13 Następna strona

Blog Newtona

Nazywam się Newton. Teraz będę kłamał.

  • Kategorie
    • arduino
    • emo
    • filmy
    • inne
    • książki
    • muzyka
    • nauka
    • podróże
    • technikalia
    • wiara
  • Archiwa
    • Styczeń 2012
    • Grudzień 2011
    • Wrzesień 2011
    • Sierpień 2011
    • Maj 2011
    • Marzec 2011
    • Luty 2011
    • Styczeń 2011
    • Grudzień 2010
    • Listopad 2010
    • Październik 2010
    • Sierpień 2010
    • Lipiec 2010
    • Maj 2010
    • Kwiecień 2010
    • Luty 2010
    • Grudzień 2009
    • Listopad 2009
    • Październik 2009
    • Wrzesień 2009
    • Sierpień 2009
    • Lipiec 2009
    • Czerwiec 2009
    • Maj 2009
    • Kwiecień 2009
    • Marzec 2009
    • Luty 2009
    • Styczeń 2009
    • Grudzień 2008
    • Listopad 2008
    • Październik 2008
    • Wrzesień 2008
    • Sierpień 2008
    • Lipiec 2008
    • Czerwiec 2008
    • Maj 2008
    • Kwiecień 2008
    • Marzec 2008
    • Luty 2008
    • Styczeń 2008
    • Grudzień 2007
    • Listopad 2007
    • Październik 2007
    • Wrzesień 2007
    • Sierpień 2007
    • Maj 2007
    • Kwiecień 2007
    • Marzec 2007
    • Luty 2007
  • Wyszukiwanie






  • Strona główna
  • Makler
  • Nauka
  • O autorze
  • To czytam
  • West Highland Way

© Copyright Blog Newtona. All rights reserved.
Designed by FTL Wordpress Themes brought to you by Smashing Magazine

Do góry!