<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Newtona</title>
	<atom:link href="http://newton.net.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://newton.net.pl</link>
	<description>Nazywam się Newton. Teraz będę kłamał.</description>
	<lastBuildDate>Sat, 28 Aug 2010 19:30:32 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Dziennik pokładowy</title>
		<link>http://newton.net.pl/2010/08/dziennik-pokladowy/</link>
		<comments>http://newton.net.pl/2010/08/dziennik-pokladowy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Aug 2010 10:53:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Newton</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://newton.net.pl/?p=443</guid>
		<description><![CDATA[2010-08-09, 11:05 Wczoraj rozpoczęliśmy nasz rejs. Dość długo się zbieraliśmy z Wilkas (niedaleko Giżycka) &#8211; trzeba było iść do kościoła, na zakupy, a jak na zakupy to i na obiad. Na nasz posiłek w giżyckiej pizzerii czekaliśmy około godziny (!), w międzyczasie przez miasto przeszła wielka ulewa. Gdybyśmy byli na środku jeziora nasza sytuacja byłaby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://picasaweb.google.pl/trekawek/Mazury2010#5505947132099783042"><img class="    alignleft" style="margin: 3px;" title="Nasza załoga" src="http://lh3.ggpht.com/_3pvp1mrk5Ak/TGkNvrDjaYI/AAAAAAAACjo/cLO600itBo4/s720/IMG_8607.JPG" alt="" width="288" height="192" /></a></p>
<p><strong>2010-08-09, 11:05</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj rozpoczęliśmy nasz rejs. Dość długo się zbieraliśmy z Wilkas (niedaleko Giżycka) &#8211; trzeba było iść do kościoła, na zakupy, a jak na zakupy to i na obiad. Na nasz posiłek w giżyckiej pizzerii czekaliśmy około godziny (!), w międzyczasie przez miasto przeszła wielka ulewa. Gdybyśmy byli na środku jeziora nasza sytuacja byłaby nieciekawa.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale wypłynęliśmy. Dla mnie była to pierwsza podróż jachtem. Albo prawie pierwsza &#8211; miałem w dzieciństwie jakiś epizod z żaglówką i burzą, ale mechanizm wyparcia skutecznie pozbawił mnie wspomnień z tego wydarzenia.</p>
<p style="text-align: justify;">Płynie się fajnie. Wiatr wieje, łódka się przechyla i zasuwa całkiem szybko &#8211; zmierzyliśmy naszą prędkość przy użyciu ogryzka i wyszło nam 4-5 km/h (co potwierdził później GPS). Moją rolą w 6-osobowej załodze jest póki co bycie balastem (&#8222;na lewo burta!&#8221;, &#8222;na prawo burta!&#8221;), choć przy zwrocie przez sztag luzowałem już i wybierałem szot foka (haha!).<span id="more-443"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Wieczorem dopłynęliśmy do Rydzewa. Port dość drogi (15 zł / jacht + 15 zł / osobę) ale za to w cenie jest prysznic. Po kolacji wybraliśmy się jeszcze na piwo i Fantę do miejscowego lokalu &#8222;Pod Czarnym Łabędziem&#8221;. Fajny wystrój, klimatyczny, choć trochę drogo.</p>
<p style="text-align: justify;">Teraz jesteśmy po śniadaniu i trwa krzątanina &#8211; za chwilę ruszamy.</p>
<p><strong><a href="http://picasaweb.google.pl/trekawek/Mazury2010#5505948494841955330"><img class="alignright" style="margin: 3px;" title="Ognisko" src="http://lh3.ggpht.com/_3pvp1mrk5Ak/TGkO-_qmxAI/AAAAAAAACjo/JSfpFJu5BjE/s720/IMG_8815.JPG" alt="" width="288" height="192" /></a>2010-08-09, 18:38</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Dopłynęliśmy do kempingu ___ (zapomniałem nazwy, może Kapitan pomoże?) Dosyć tanio (12 zł, po utargowaniu zeszło do 11). Płynęliśmy dłużej niż wczoraj &#8211; wszyscy zdążyli się już nieźle spiec i pewnie nikt dziś nie zaśnie na plecach. Z ciekawych miejsc odwiedziliśmy Zatokę Miłości (gdzie przywitały nas kaczki czekające na żer) i przepłynęliśmy kanał. Wieczorem planujemy ognisko, a teraz czas ruszyć po drewno.</p>
<p><strong>2010-08-11, 13:51</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj cały dzień trzymałem rumpel (czyli sterowałem całą żaglówką). Fajne uczucie. Pogoda była niestety dość kapryśna &#8211; najpierw słoneczny skwar, później się zachmurzyło i padało. Były też problemy z wiatrem (w pewnym momencie prędkość jachtu wynosiła 0,7 km/h), aż w pewnym momencie musieliśmy wyciągnąć pagaje (które mniej wprawny wilk morski nazwałby wiosłami) i jacht był napędzany siłą mięśni załogi.</p>
<p style="text-align: justify;">Patrzę tak sobie na te wszystkie liny, metalowe przetyczki, zawleczki, kabestany i knagi. Bardzo to wszystko fajne &#8211; widać, że budowa żaglówek długo ewoluowała do bieżącej formy i w tej chwili wszystko jest dopracowane, ma swoje miejsce i zadanie. A przy okazji &#8211; prawie brak tu elektryczności &#8211; wszystko działa dzięki naturalnym żywiołom. Widocznie geniusz i pomysłowość znalazły ujście nie tylko w informatyce <img src='http://newton.net.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><a href="http://picasaweb.google.pl/trekawek/Mazury2010#5505948999080463010"><img class="  alignleft" style="margin: 3px;" title="Sztynort. Espada to nasza łódka." src="http://lh6.ggpht.com/_3pvp1mrk5Ak/TGkPcWGbyqI/AAAAAAAACjo/-GtHt1C_rx0/s720/IMG_8883.JPG" alt="" width="288" height="192" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">A noc spędziliśmy w porcie Sztynort. Duży port, bardzo dużo łódek (według mnie niewiele poniżej setki, według A. wiele powyżej), wieczorem koncert żeglarski piosenek i darmowa sieć wifi. Wygląda to dość nowocześnie i myślę, że spełnia zachodnie standardy (słychać było zagranicznych turystów). Kilkaset metrów od portu znajduje się barkowy pałac, niestety aktualnie w stanie raczej kiepskim, może za parę lat ktoś tam zrobi jakiś luksusowy hotel.</p>
<p style="text-align: justify;">Teraz stoimy na kotwicy na środku jeziora, jesteśmy po kąpieli i kawie. To dopiero c&#8217;est la vie.</p>
<p><strong>2010-08-13, 10:35</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Przygotowujemy się do wypłynięcia z portu Kietlice. Całkiem elegancko (10 zł / jacht, 10 zł / osobę), prysznic za darmo. W miejscowej tawernie zjedliśmy wczoraj obiadokolację. Można polecić bardzo dobry sok z kwiatów czarnego bzu, który dodają do piwa lub do wody. Dobre jedzenie w dobrej cenie, jedyny szkopuł to mnóstwo os, które skutecznie przeszkadzają w posiłku. No, chyba, że wejdzie się do środka, ale tam jakoś duszno i ciemno.</p>
<p style="text-align: justify;">W nocy spadały gwiazdy (razem z A. zauważyliśmy po jednej) i bardzo wiało. Keja (którą mniej wprawny wilk morski nazwałby pomostem lub molem) jest pływająca, wokół było wiele jachtów i wszystkie te nocne dźwięki, skrzypienie, pluskanie, stukanie spowodowane przez wiatr były dosyć niesamowite. Połowa żaglówek już wypłynęła. My pewnie wyruszymy o standardowej porze między 11 a 12. Dziś w planie spanie na dziko, ostatni nocleg przed jutrzejszym powrotem do Wilkasów i do domu.</p>
<p><strong><a href="http://picasaweb.google.pl/trekawek/Mazury2010#5505949680935005666"><img class="alignright" style="margin: 3px;" title="Pocztówka" src="http://lh4.ggpht.com/_3pvp1mrk5Ak/TGkQECNObeI/AAAAAAAACjo/Hj8rwrQs1K4/s512/IMG_8970.JPG" alt="" width="170" height="256" /></a>2010-08-14, 18:08</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj dopłynęliśmy do kempingu Zimny Kąt. Nazwa nieco myląca, bo niestety w przyczepie pełniącej funkcję sklepu nie było żadnej lodówki, więc zimna Fanta pozostała w sferze marzeń. Śmieszny kemping, bardzo dużo krótkich kej, przy których mieścił się jeden lub dwa jachty. Jachtów przypnęło całkiem sporo, duża część to młodzieżowe (no, dziecięce) obozy żeglarskie. Oprócz tego zjechała jakaś fajna ekpia, której co prawda nie było widać, ale słyszeliśmy ją całą noc &#8211; grali i śpiewali naprawdę przyjemnie. Wieczorem niebo zaczęło się błyskać i niebawem przeszła nad nami dość gwałtowna burza.</p>
<p style="text-align: justify;">A. wpadła na pomysł, abyśmy dzisiaj wypłynęli z samego rana, przed 7. Kapitan Grucha i pierwszy oficer Arek jeszcze spali, gdy reszta załogi zaczęła się przygotowywać do wypłynięcia. Mi w udziale przypadło wyciągnięcie kotwicy &#8211; niestety, anchor ów zaprzyjaźnił się z kotwicą naszych sąsiadów &#8211; wyciągnąłem więc z wody dwie splątane kotwice. Na szczęścia Ania przyszła z pomocą i udało się odrzucić niepotrzebne żelastwo (Aniu, masz swoje 5 minut <img src='http://newton.net.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> . Wiatr wiał, jezioro było puste i żeglowało się bardzo fajnie.</p>
<p style="text-align: justify;">Przepłynęliśmy przez stary giżycki kanał. Dwukrotnie pojawił się tam znak nakazujący użycie sygnału dźwiękowego &#8211; fajnie jest tak zatrąbić. Ostatecznie przypłynęliśmy do Wilkas, skąd rozpoczęliśmy naszą podróż. Sporo czasu zajęło klarowanie (które mniej wprawny wilk morski nazwałby sprzątaniem). Po zdaniu jachtu ruszyliśmy na zasłużony obiad do &#8222;Kuchni Świata&#8221; w Giżycku &#8211; bardzo dobra karkówka i sycące zapiekanki z ziemniakami. Po obiedzie każdy z nas ruszył w swoją stronę.</p>
<p>Więcej zdjęć na <a href="http://picasaweb.google.pl/trekawek/Mazury2010">mojej Picassie</a> i u <a href="http://picasaweb.google.com/n.markunas/Mazury">Natalii</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://newton.net.pl/2010/08/dziennik-pokladowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Android &#8211; wrażenia z pola boju</title>
		<link>http://newton.net.pl/2010/08/android-wrazenia-z-pola-boju/</link>
		<comments>http://newton.net.pl/2010/08/android-wrazenia-z-pola-boju/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Aug 2010 19:19:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Newton</dc:creator>
				<category><![CDATA[IT]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://newton.net.pl/?p=438</guid>
		<description><![CDATA[W życiu każdego mężczyzny przychodzi moment, kiedy chce się porzucić dobrze znane okolice i udać się w dzicz i nieznane. Wakacje są dobrym momentem na takie wyprawy. Wakacyjna, programistyczna wyprawa w moim przypadku doprowadziła mnie do Android SDK &#8211; pakietu programistycznego dla telefonów z systemem Google. Krótko mówiąc, chcąc nauczyć się czegoś nowego, postanowiłem napisać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W życiu każdego mężczyzny przychodzi moment, kiedy chce się porzucić dobrze znane okolice i udać się w dzicz i nieznane. Wakacje są dobrym momentem na takie wyprawy. Wakacyjna, programistyczna wyprawa w moim przypadku doprowadziła mnie do Android SDK &#8211; pakietu programistycznego dla telefonów z systemem Google.</p>
<p><a href="http://newton.net.pl/makler/"><img class="alignleft" style="margin: 3px;" title="Makler" src="http://newton.net.pl/files/makler1.png" alt="" width="164" height="244" /></a>Krótko mówiąc, chcąc nauczyć się czegoś nowego, postanowiłem napisać aplikację na swój telefon. Ponieważ ostatnimi czasy próbowałem nieco handlować na giełdzie (jeszcze trochę i może uda mi się w końcu wyjść na zero <img src='http://newton.net.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ), pomyślałem o programie umożliwiającym takowy handel z poziomu telefonu komórkowego. Plan pracy zakładał kilka etapów, pierwszym z nich było utworzenie programu wyświetlającego aktualne notowania &#8211; i to się już <a href="http://newton.net.pl/makler">udało</a>.</p>
<p>Android SDK oparty jest o środowisko Eclipse. Cały pakiet ściąga się w postaci paczki, za darmo, ze strony <a href="http://developer.android.com/index.html">Android Developers</a>. Instalacja jest bezproblemowa, po ściągnięciu i zainstalowaniu Android SDK należy wybrać które z wersji Androida chcemy emulować, a pakiet dociągnie sobie potrzebne obrazy. Wszystko jest spójne, pod Linuksem działa bardzo fajnie i widać, że jest dopracowane. Eclipsa można lubić lub nie lubić, ja lubię (od kiedy mam 4 GB RAM-u, hehe). Podpowiadanie składni, uruchamianie aplikacji na emulatorze za pomocą jednego guzika, automatyczne kreatory pozwalające wyeksportować gotowy program w formie nadającej się do przesłania do Android Market, podgląd tworzonego aktualnie interfejsu &#8211; naprawdę przyjemne i ułatwiające życie rzeczy.</p>
<p>Androidowe aplikacje pisze się w Javie. Java jaka jest każdy widzi &#8211; z jednej strony rozwlekła składnia, nie bardzo czytelny kod, brak kilku przydatnych rzeczy takich jak przeciążanie operatorów, czy argumenty domyślne oraz &#8211; co najgorsze &#8211; ogromne konfiguracyjne XML-e. Z drugiej strony &#8211; tak naprawdę nie ma rozsądnej alternatywy. C++ jest jeszcze straszniejsze, a Python czy Ruby (mimo ogromnej sympatii, zwłaszcza dla tego drugiego) ze swoim dynamicznym typowaniem chyba jednak nie nadają się do tego, by być głównym językiem przenośnej platformy. Androidowa Java daje nam do dyspozycji kawałek dobrze znanego pakietu <code>java.*</code> (brakuje tu jednak np. klas obsługujących grafikę) oraz specyficzny pakiet <code>android.*</code>, który pozwala komunikować się z systemem, wyświetlać GUI, itd. Google nie troszczy się zbytnio o zachowanie standardów i nie uświadczymy w Androidzie rzeczy znanych z Javy SE czy ME.</p>
<p>Interfejs aplikacji opisuje się za pomocą XML-i. Występują w nich znaczniki opisujące pewne kontenery (na przykład <code>LinearLayout</code> czy <code>TableLayout</code>) oraz znaczniki oznaczające konkretne elementy (<code>TextViewButton</code>). Ustawiania elementów można nauczyć się dość szybko, pomaga tu bardzo wspomniana już funkcja podglądu. Istnieje nawet możliwość projektowania WYSIWYG, ale pozostawia ona jeszcze sporo do życzenia i lepiej edytować plik samemu. Myślę, że dla każdego kto miał do czynienia z HTML-em, projektowanie interfejsu aplikacji będzie dość intuicyjne.</p>
<p>Sama aplikacja składa się z aktywności, usług, dostawców treści oraz, hm, odbiorców (<em>broadcast receiver</em>). Aktywność jest odpowiednikiem okna. Usługa pozwala wykonać pewne operacje niezależnie od otwartych aktywności. Dostawca treści pozwala wykorzystywać innym aplikacjom wytworzone dane, zaś odbiorca pozwala reagować na różne zdefiniowane lub systemowe zdarzenia (na przykład: &#8222;jest już 12:00!&#8221;, albo: &#8222;Marek dzwoni&#8221;). Szczegółowy opis tych elementów znajduje się już na <a href="http://developer.android.com/guide/topics/fundamentals.html#appcomp">milionie stron</a>, więc nie ma co się rozpisywać. Ważnym elementem każdej aplikacji jest także jakiś magazyn danych. W przypadku Androida każda aplikacja może w prosty sposób utworzyć swoją bazę SQLite. Nie ma co prawda żadnego standardowego ORM-a, ale od pisania surowych SQL-i chroni nas rozbudowana klasa <code>SQLiteQueryBuilder</code>.</p>
<p>Wszyscy wiedzą, że napisać program to jeszcze nic &#8211; trzeba go jeszcze zmusić do poprawnego działania. Android SDK daje możliwość debuggowania za pomocą Eclipsa (można ustawiać breakpointy, podglądać zawartość zmiennych itd). Warto też mieć uruchomioną gdzieś w tle aplikację <code>adb logcat</code>. Wyświetla ona logi systemowe oraz (co ważne) treści wyjątków. Można również logować swoje błędy przy użyciu sympatycznej klasy <code>Log</code> i jej statycznych metod (polecam <code>Log.wtf()</code>).</p>
<p>A gdy już utworzymy naszą aplikację której pragną miliony, wystarczy zapłacić $25 Google&#8217;owi i już można publikować program w Android Market. Niestety, Polska traktowana jest tu nieco po macoszemu &#8211; możemy zamieszczać w sklepie jedynie aplikacje darmowe.</p>
<p>Ogólnie fajna zabawa, można zacząć od razu, nie trzeba mieć nawet telefonu z Androidem (dzięki wbudowanym emulatorom). Udział takich komórek w rynku systematycznie <a href="http://di.com.pl/news/32936,0,Android_Wzrost_o_8859_proc.html">rośnie</a> i myślę, że mimo kilku <a href="http://developer.android.com/resources/dashboard/platform-versions.html">problemów</a>, warto się tą platformą zainteresować.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://newton.net.pl/2010/08/android-wrazenia-z-pola-boju/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gołębie</title>
		<link>http://newton.net.pl/2010/07/golebie/</link>
		<comments>http://newton.net.pl/2010/07/golebie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 17 Jul 2010 19:00:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Newton</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://newton.net.pl/?p=429</guid>
		<description><![CDATA[Gołębie były dwa. Ten jasny i ten ciemny. Upodobały sobie balkon sąsiada, pełen starych doniczek i niepodlewanych kwiatów. Wybrały jedną z donic jako idealne miejsce na gniazdo. Trzeba przyznać, że kierowały się chyba lenistwem &#8211; ponieważ donica pełna już była ziemi i starych liści, nie musiały mozolnie znosić gałęzi. Po prostu zamieszkały razem w tej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gołębie były dwa. Ten jasny i ten ciemny. Upodobały sobie balkon sąsiada, pełen starych doniczek i niepodlewanych kwiatów. Wybrały jedną z donic jako idealne miejsce na gniazdo. Trzeba przyznać, że kierowały się chyba lenistwem &#8211; ponieważ donica pełna już była ziemi i starych liści, nie musiały mozolnie znosić gałęzi. Po prostu zamieszkały razem w tej donicy &#8211; takiej, jak była.</p>
<p>Z początku siedziały w niej razem, wylatując od czasu do czasu na łowy (zapewne polowały na turystów i ich dzieci, wielkich miłośników toruńskich gołębi). Uprzedzając pytania &#8211; nie brudziły i nie hałasowały, była to wprost idealna młoda para sąsiadów.</p>
<p>Pewnego dnia zauważyłem, że rodzina chyba się powiększy. W doniczce leżały dwa jaja. Zmieniły się wtedy tryb gołębiego życia. Związek był 100%-owo partnerski, wysiadywanie odbywało się na zmianę. Za dnia wartę pełnił ten ciemny a w nocy &#8211; ten jasny. Warta dzienna była krótsza, ale też bardziej męcząca. Balkony wychodzą na południe, więc praktycznie cały dzień na ciemnego gołębia mocno świeciło słońce. Około 10 i 18 następowała zmiana. Trzepot skrzydeł, potrójne gruchanie, trzepot skrzydeł. Zmieniały się bardzo szybko, nie traciły czasu na opisywanie sobie nawzajem przebiegu dnia lub nocy.</p>
<p>Gdy ciemny lub jasny gołąb przylatywał na swoją zmianę, przysiadał na barierce balkonu. Zachęcony trzepotem zwykle wychodziłem i ja, poobserwować przez chwilę gołębie i ich jajka. Ja na jednym balkonie i gołąb na barierce drugiego. Przeważnie patrzył na mnie z boku, obserwował mnie, tak jak i ja go. Dopóki stałem na balkonie, on stał na barierce, pozwalając, aby jajka były odkryte. Może nie chciał zdradzić lokalizacji gniazda, a może uważał, że jest czymś wstydliwym usadowić się w donicy. Wchodziłem wtedy na chwilę do pokoju &#8211; gołąb zlatywał z barierki i powolnym krokiem obejmował donicę na kilka godzin w swoje posiadanie.</p>
<p>Przedwczoraj zobaczyłem, że miejsce jednego z jajek zajęło pisklę. Małe, z wielką głową, której większość zajmowały nieotwarte jeszcze oczy. Próbowało chronić się w cieniu rodzica, gdyż na zewnątrz było 35 stopni Celsjusza. Niestety, słońce okazało się silniejsze. Wczoraj wykluł się drugi pisklak. Miałem nadzieję, że będzie bardziej wytrzymały od brata lub siostry. I rzeczywiście, dziś rano mały gołąb wiercił się jeszcze pod piórami dużego. Po kilkunastu minutach usłyszałem trzepot skrzydeł i gruchanie. Miejsce jasnego gołębie przyleciał zająć ciemny. Nie miał się już jednak czym opiekować. Wydziobał kilka ziaren z doniczki i odleciał.</p>
<p>Po południu pojawił się znowu ten jasny. Widocznie odlatując rano, nie zauważył, że tym razem nie udało się przedłużyć gołębiego gatunku. A może zauważył, ale górę nad pamięcią wziął instynkt, każący codziennie o 18 pojawiać się na balkonie mojego sąsiada? Jasny gołąb przysiadł w doniczce, popatrzył i odleciał. Projekt &#8222;gniazdo na Głowackiego&#8221; został zakończony. Nie ma tu już nic więcej do roboty.</p>
<p>A może jest? Po godzinie pokazały się oba &#8211; ten jasny i ten ciemny. Zostały jednak tylko chwilę i odleciały. Widocznie potrzeba tu było czegoś więcej niż dwa gołębie i stara doniczka na nasłonecznionym balkonie.</p>
<p><a href="http://newton.net.pl/files/golebie.jpg"><img class="alignnone" title="Gołębie" src="http://newton.net.pl/files/golebie.jpg" alt="" width="400" height="300" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://newton.net.pl/2010/07/golebie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tauron, Dom Maklerski PKO BP i Linux</title>
		<link>http://newton.net.pl/2010/07/tauron-dom-maklerski-pko-bp-i-linux/</link>
		<comments>http://newton.net.pl/2010/07/tauron-dom-maklerski-pko-bp-i-linux/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Jul 2010 08:22:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Newton</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://newton.net.pl/?p=427</guid>
		<description><![CDATA[Polska jest wyprzedawana. I bardzo dobrze. Podczas jednej z ostatniej wyprzedaży &#8211; chodzi konkretnie o wejście na giełdę spółki PZU &#8211; chętni do kupna akcji naszego największego ubezpieczyciela zarobili na nich w pierwszym dniu kilkanaście procent. Słysząc w radiu entuzjastyczne relacje z giełdy pomyślałem, że może warto spróbować szczęścia przy kolejnej prywatyzacji. Okazja pojawiła się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Polska jest wyprzedawana. I bardzo dobrze. Podczas jednej z ostatniej wyprzedaży &#8211; chodzi konkretnie o wejście na giełdę spółki PZU &#8211; chętni do kupna akcji naszego największego ubezpieczyciela zarobili na nich w pierwszym dniu kilkanaście procent. Słysząc w radiu entuzjastyczne relacje z giełdy pomyślałem, że może warto spróbować szczęścia przy kolejnej prywatyzacji. Okazja pojawiła się niebawem &#8211; prywatyzował się Tauron. Nie słyszałem wcześniej o <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tauron_Polska_Energia">Tauronie</a>, okazało się jednakże, że jest to drugie co do wielkości przedsiębiorstwo energetyczne w Polsce, składające się z prawie setki firm.</p>
<p>Aby wykupić akcje Tauronu musiałem założyć konto inwestycyjne. Ponieważ posiadam rachunek w Inteligo pomyślałem, że warto związać się z Domem Maklerskim PKO BP. Założenie konta inwestycyjnego zajęło około 30 minut, dostałem namiary na stronę, login i hasło. Jednak próba zalogowania się z mojego domowego Linuksa zakończyła się porażką. Okazało się, że aplikacja <a href="http://www.asseco.pl/produkt,45,epromak,browse,4,3">Epromak</a> (której używa PKO BP) działa <strong>jedynie</strong> pod Windowsem i przeglądarką Internet Explorer &#8211; gdyż używa (dość już przestarzałej) technologii ActiveX, niedostępnej dla innych przeglądarek i systemów.</p>
<p>Oznacza to, że użytkownicy Linuksa a także Maców nie mogą korzystać z oferty DM PKO BP. Oczywiście, zawsze można sobie jakoś poradzić &#8211; ja uruchamiam Windowsa XP za pomocą programu <a href="http://www.virtualbox.org/">VirtualBox</a>. Nie jest to jednak wygodne.</p>
<p>Aby przynajmniej mieć możliwość obserwowania na bieżąco kursu wybranych spółek napisałem sobie <a href="http://github.com/trekawek/RPromak/blob/master/ticker.rb">aplikację w Rubym</a>, która potrafi ściągać aktualne kursy ze strony Epromaka i wyświetla je w małym okienku. Idąc za ciosem, wykorzystywane tam <a href="http://github.com/trekawek/RPromak">biblioteki</a> dają również możliwość sprzedaży i kupna akcji &#8211; brakuje im jednak interfejsu graficznego. Można jednak pomyśleć o stworzeniu jakiegoś systemu automatycznych inwestycji lub napisaniu aplikacji klienta dla Linuksa/Maca. Może kiedyś.</p>
<p><img class="alignnone" title="Ticker" src="http://newton.net.pl/files/ticker.png" alt="" width="482" height="41" /></p>
<p>A Epromaka używają jeszcze następujące domy maklerskie:</p>
<ul>
<li>DM Banku Handlowego SA,</li>
<li>Beskidzki Dom Maklerski SA,</li>
<li>Dom Inwestycyjny BRE SA,</li>
<li>DM Millenium SA.</li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://newton.net.pl/2010/07/tauron-dom-maklerski-pko-bp-i-linux/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Companion Cube</title>
		<link>http://newton.net.pl/2010/05/companion-cube/</link>
		<comments>http://newton.net.pl/2010/05/companion-cube/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 14:06:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Newton</dc:creator>
				<category><![CDATA[IT]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://newton.net.pl/?p=420</guid>
		<description><![CDATA[Korzystając z promocji w Valve (jeszcze 5 dni) ściągnąłem sobie tydzień temu za darmo znaną grę Portal. Gra ciekawa, łamigłówki wciągające, trzeba czasem nieźle wysilić mózgownicę. Równie ciekawą rzeczą jest tu jednak fabuła &#8211; na początku wydaje się, że bierzemy po prostu udział w testach nowego urządzenia (umożliwiającego tworzenie przestrzenny portali &#8211; patrz filmik) przechodząc [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Korzystając z <a href="http://store.steampowered.com/freeportal/">promocji w Valve</a> (jeszcze 5 dni) ściągnąłem sobie tydzień temu za darmo znaną grę <a href="http://orange.half-life2.com/portal.html">Portal</a>. Gra ciekawa, łamigłówki wciągające, trzeba czasem nieźle wysilić mózgownicę. Równie ciekawą rzeczą jest tu jednak fabuła &#8211; na początku wydaje się, że bierzemy po prostu udział w testach nowego urządzenia (umożliwiającego tworzenie przestrzenny portali &#8211; patrz filmik) przechodząc przez kolejne komnaty prowadzeni przez komputerowo-kobiecy głos. Czasem w głosie komputera pojawia się jednak jakaś fałszywa nuta &#8211; na przykład pojawia się motyw ciastka, którym mamy być jakoby nagrodzeni na końcu, przy czym nie jesteśmy pewni, co tak naprawdę ma zostać upieczone. Jeszcze dziwniejszy klimat budują ukryte pomieszczenia, w których możemy znaleźć wypisane na ścianie (przez naszych poprzedników?) hasła takiej jak &#8222;ciastko jest kłamstwem&#8221;. Fajny klimat, ale ja nie o tym.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="285" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/TluRVBhmf8w&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="285" src="http://www.youtube.com/v/TluRVBhmf8w&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p>W jednej z plansz otrzymujemy Weighted Companion Cube (Obciążeniowa Kostka Towarzysząca). Jest to po prostu skrzynka, która przydaje się na całym obszarze planszy &#8211; tu trzeba ją sobie podstawić aby wyżej podskoczyć, tam trzeba coś nią przycisnąć, w innym miejscu przydaje się jeszcze do innej rzeczy. Takie przedmioty pojawiają się często w różnych grach (czasem nie jest to przedmiot, a żywa osoba, która przez jakiś czas nam towarzyszy). Na to &#8222;towarzyszenie&#8221; w przypadku Kostki położony jest jednak bardzo duży nacisk. <img class="alignright" style="margin: 3px;" title="Companion Cube" src="http://newton.net.pl/files/companion-cube.png" alt="" width="175" height="162" />Od początku jesteśmy też uprzedzani, że przy wyjściu z owej planszy będziemy musieli się kostki pozbyć &#8211; używane jest tu słowo &#8222;eutanazja&#8221;. Co gorsza, komputer informuje nas również, że kostka nie potrafi mówić, wbrew temu, czego doświadczyli nasi poprzednicy. Eutanazja, polegająca na wrzuceniu kostki do pieca jest według komputera dosyć bolesna, jednak kostka nie jest zdolna do odczuwania zbyt wielkiego bólu. Gdy ostatecznie dokonamy aktu pozbycia się kostki jesteśmy informowani, że poradziliśmy sobie z tym łatwiej niż inni. Gratulacje.</p>
<p>Nic dziwnego, że kostka w krótkim czasie znalazła w Internecie swoich fanów. Można kupić <a href="http://store.valvesoftware.com/productshowcase/productshowcase_WCC-Plush.html">pluszową wersję kostki</a>, dostępne jest całkiem sporo tapet, ludzie robią sobie nawet <a href="http://jetlogs.org/2007/11/25/weighed-companion-cube-tattoo/">tatuaże</a>. Można też kostkę zrobić samemu &#8211; z <a href="http://extreme.pcgameshardware.de/attachments/9555d1205480863-companion-cube-1192220188409.jpg">papieru</a>. Poniżej moje dzieło.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/lFuQwj_djcE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/lFuQwj_djcE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://newton.net.pl/2010/05/companion-cube/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zdjęcia z Rzymu</title>
		<link>http://newton.net.pl/2010/04/zdjecia-z-rzymu/</link>
		<comments>http://newton.net.pl/2010/04/zdjecia-z-rzymu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Apr 2010 17:04:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Newton</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://newton.net.pl/?p=417</guid>
		<description><![CDATA[Wczoraj wróciliśmy z A. z Rzymu. Chciałem napisać o Rzymie starożytnym i barokowym, o rzymianach, o tym, że najlepiej jeść na Zatybrzu. Chciałem też przytoczyć zabawną anegdotkę o tym, jak pierwszej nocy jeździliśmy od hotelu do hotelu. Nie mam jednak weny. Dlatego zapraszam po prostu do obejrzenia zdjęć.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wczoraj wróciliśmy z A. z Rzymu. Chciałem napisać o Rzymie starożytnym i barokowym, o rzymianach, o tym, że najlepiej jeść na Zatybrzu. Chciałem też przytoczyć zabawną anegdotkę o tym, jak pierwszej nocy jeździliśmy od hotelu do hotelu. Nie mam jednak weny. Dlatego zapraszam po prostu do obejrzenia <a href="http://picasaweb.google.pl/trekawek/Rzym2010?feat=directlink">zdjęć</a>.</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.pl/trekawek/Rzym2010"><img class="alignnone" title="Koloseum" src="http://lh3.ggpht.com/_3pvp1mrk5Ak/S9oDDjAGN2I/AAAAAAAAB0s/2fllc_5KJuU/s720/IMG_8150.JPG" alt="" width="432" height="288" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://newton.net.pl/2010/04/zdjecia-z-rzymu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Wire</title>
		<link>http://newton.net.pl/2010/04/the-wire/</link>
		<comments>http://newton.net.pl/2010/04/the-wire/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Apr 2010 09:36:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Newton</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://newton.net.pl/?p=402</guid>
		<description><![CDATA[Doctor Who, House, Battlestar, Jericho, Deadwood, In Treatment, United States of Tara, Dexter, Mad Men, Big Bang Theory, Firefly, Coupling, Heroes, Twin Peaks &#8211; nazbierało się strasznie dużo tych seriali. Na wymienionej liście brakuje serialu stricte kryminalnego &#8211; z przestępcami i policjantami próbującymi ich złapać. Lukę tę zapełnia (i to jak!) The Wire. Akcja rozgrywa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://newton.net.pl/files/wire.png"><img class="alignleft" style="margin: 3px;" title="The Wire" src="http://newton.net.pl/files/wire.png" alt="" width="250" height="187" /></a><a href="http://newton.net.pl/2007/09/doctor-who/">Doctor Who</a>, <a href="http://newton.net.pl/2008/12/house-md/">House</a>, <a href="http://newton.net.pl/2009/06/przeglad-seriali/#battlestar">Battlestar</a>, <a href="http://newton.net.pl/2009/06/przeglad-seriali/#jericho">Jericho</a>, <a href="http://newton.net.pl/2009/06/przeglad-seriali/#deadwood">Deadwood</a>, <a href="http://newton.net.pl/2009/06/przeglad-seriali/#in_treatment">In Treatment</a>, United States of Tara, Dexter, Mad Men, Big Bang Theory, Firefly, Coupling, Heroes, Twin Peaks &#8211; nazbierało się strasznie dużo tych seriali. Na wymienionej liście brakuje serialu stricte kryminalnego &#8211; z przestępcami i policjantami próbującymi ich złapać. Lukę tę zapełnia (i to jak!) The Wire.</p>
<p>Akcja rozgrywa się w Baltimore &#8211; mieście na wschodnim wybrzeżu USA. Baltimore jest wielkości Wrocławia &#8211; ma trochę ponad 600 tysięcy mieszkańców, przy czym 63% populacji stanowią Afroamerykanie. Po jednej stronie serialowej barykady stoi specjalnie uformowany oddział policji, po drugiej stronie &#8211; gangi narkotykowe. Myślę, że podstawowym celem twórców serialu było pokazanie obu środowisk jak najdokładniej. Poznajemy więc policjantów &#8211; dobrych i złych, pracujących w Wydziale Zabójstw, Narkotyków, ich szefów, szefów ich szefów (burmistrza, członków rady miejskiej), ich rodziny. W większości policjanci są dobrymi fachowcami, choć oczywiście zdarzają się fajtłapy lub ludzie celowo działający na szkodę prowadzonych spraw. Narzędziem wykorzystywanym w każdej serii jest tytułowy podsłuch, który często pozwala być o krok do przodu przed gangsterami. Podsłuch pełni tu chyba rolę symboliczną &#8211; czy cały serial nie jest swego rodzaju podsłuchem, dzięki któremu możemy wejść w światy, w które inaczej byśmy nie wkroczyli?</p>
<p><span id="more-402"></span></p>
<p>Z drugiej, równie ciekawej strony, mamy świat przestępczy. Gangi narkotykowe toczące między sobą rozgrywki (<em>gra</em> jest tu kluczowym pojęciem), a więc dilerzy, dzieciaki stojące na czatach, przestępcy działający na własną rękę (kapitalny Omar), szefowie dilerów, szefowie gangów i ich rodziny. Obraz jest naprawdę głęboki &#8211; na tyle głęboki, że trudno powiedzieć, by któraś z postaci (no, poza oczywistymi wyjątkami) była rzeczywiście zła. Tak naprawdę, nie mieli wyboru &#8211; gra to gra, gdy rodzisz się w świecie gry, nie możesz nie grać. Sympatia widza jest rozdzielona po równo między policjantów i przestępców. Ciekawe są też relacje między jednym i drugim światem &#8211; rzeczywiście przypominają relacje między sparing-partnerami, nienawiść nie jest tu dominującym uczuciem. Widać to szczególnie w scenach z udziałem policjantów na co dzień pracujących &#8222;na ulicy&#8221; &#8211; oczywiście, czasem obu stronom puszczają nerwy i zdarzają się brutalne akcje, jednak po całym dniu <em>gry</em> zdarza się, że ścigający i ścigani przypadkiem wpadają na siebie w kinie &#8211; ich życia są tak naprawdę podobne.</p>
<p>Oprócz handlu narkotykami możemy zapoznać się ze światem amerykańskiej polityki samorządowej (zdobywanie funduszy na kampanię jest tu kluczowe, a czasem lepiej nie pytać, skąd pochodzą te pieniądze), ze światem doków i portów (ciekawy temat, chyba rzadko poruszany w popkulturze) czy ze światem edukacji (jeśli ktoś narzeka na polskich uczniów, powinien zobaczyć co tam się dzieje). Aspekt który mnie szczególnie zainteresował, to rozwój techniki przez kolejne serie. The Wire miał premierę na HBO w połowie 2002 roku &#8211; nie dziwi więc, że systemem używanym na komputerach służących do podsłuchów jest Windows XP &#8211; jest to element w pewnym sensie współczesny. Z drugiej strony aparaty cyfrowe są przez pierwsze 2 serie swego rodzaju ciekawostką &#8211; policjanci posługują się zwykłym &#8222;analogowym&#8221; sprzętem i czasem muszą w trakcie akcji zmieniać kliszę. W jednym z odcinków sporo komplikacji wynikło stąd, że jedna z policjantek (działająca w ukryciu) nie wiedziała dokładnie w której z uliczek się znajduje &#8211; w dzisiejszym świecie telefony z GPS-em pozwalające na bieżąco śledzić bieżącą pozycję (także zdalnie &#8211; w Internecie) to norma. Pewien ratunek przychodzi ze strony zaprzyjaźnionych agentów FBI &#8211; jednak technologie przez nich dostarczane jako nowinki dzisiaj są w zasięgu każdego.</p>
<p>Ciekawostką jest piosenka z czołówki &#8211; klasyczne &#8222;Way Down in the Hole&#8221; Toma Waitsa wykonywane jest w każdej serii przez kogoś innego. W polskiej wersji serialu twórcy mogliby wykorzystać <a href="http://www.youtube.com/watch?v=OLbH5vH2wYk">utwór Kazika</a>. A skoro jesteśmy już przy dźwięku &#8211; akcent bohaterów serialu to rozkosz dla ucha. Polecam.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/UXtORMmePCI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/UXtORMmePCI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://newton.net.pl/2010/04/the-wire/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Czarne oceany&#8221; już są</title>
		<link>http://newton.net.pl/2010/02/czarne-oceany-juz-sa/</link>
		<comments>http://newton.net.pl/2010/02/czarne-oceany-juz-sa/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Feb 2010 20:18:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Newton</dc:creator>
				<category><![CDATA[IT]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://newton.net.pl/?p=396</guid>
		<description><![CDATA[Chciałem mieć wszczepkę odkąd przeczytałem Czarne Oceany. Taką, jaką zaimplantował sobie Nicholas Hunt jeszcze zanim powiedział, że nazywa się Nicholas Hunt i że teraz będzie kłamał. O taką wszczepkę: Nicholas Hunt zupgrade&#8217;ował sobie mózg. Zielona Tuluza 10 pokryła mu chaotyczną nanosiecią szarą masę kory. Kiedy spał i kiedy nie spał, w dzień i w nocy, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Chciałem mieć wszczepkę odkąd przeczytałem Czarne Oceany. Taką, jaką zaimplantował sobie Nicholas Hunt jeszcze zanim powiedział, że nazywa się Nicholas Hunt i że teraz będzie kłamał. O taką wszczepkę:</p>
<blockquote><p>Nicholas Hunt zupgrade&#8217;ował sobie mózg.</p>
<p>Zielona Tuluza 10 pokryła mu chaotyczną nanosiecią szarą masę kory. Kiedy spał i kiedy nie spał, w dzień i w nocy, obracały mu się w głowie młynki modlitewne i z nie-świadomych części mózgu płynęły w myślnię obronne mantry, inhibicyjne nieskojarzenia, fala za falą, mozolnie odpychając dookolne struktury psychomemiczne. [...]</p>
<p>Uczył się więc żyć w zortowirtualizowanym świecie. Przestał na przykład nosić telefon &#8211; zdjął sygnet, odpiął klips. Już ich nie potrzebował. Rozmowy przyjmowała te raz wszczepka, zamiast sygnału dźwiękowego pojawiało się nazwisko bądź kod dzwoniącego, z góry, po lewej, na czerwono. [...]</p>
<p>Zaniedbał przez to niemal zupełnie zamknięcie konferencji. Obudziwszy się niedzielnym rankiem w inicjacyjnym błękicie OVR, na kolejne siedem godzin stracił zupełnie poczucie czasu (chociaż posiadał w pamięci tuzin różnych wizualizatorów jego pomiaru). Bawił się wszczepką jak dziecko. Testował po kolei programy darmowe i dema płatnych użytków. [...]</p>
<p>Był Klor&#8217;s Mood Editor, zdolny wycinać z rzeczywistości całe bloki bodźców, obrazy i dźwięki wszelkiego nieszczęścia (lub szczęścia &#8211; jeśli chciałeś się właśnie zdołować), blokować nieprzyjemne zapachy, kasować w czasie rzeczywistym nieuprzejme odzywki, gasić bóle i pragnienia. Ostre Mood Editory znajdowały się na indeksie Departamentu Zdrowia, Departament Sprawiedliwości traktował ich użytkowników jako uzależnionych.</p></blockquote>
<p>Więc taką wszczepkę chciałem mieć od dawna. Ja wiem &#8211; straszna wizja, a co gdy system wszczepki się zawiesi, szare komórki się zresetują, warzywo, a co gdy ktoś się włamie, ale straszna wizja i nienaturalna. Nic nie poradzę &#8211; wyobraziwszy sobie ogrom możliwości, chciałem mieć. I mam od soboty.</p>
<p><span id="more-396"></span></p>
<p><img class="alignleft" style="margin: 3px;" title="HTC Magic" src="http://newton.net.pl/files/magic1.jpg" alt="" width="250" height="385" /></p>
<p>No dobra, nie jest to wszczepka prawdziwa, ale jako namiastka działa całkiem nieźle. Zwie się ów cud techniki <a href="http://www.htc.com/pl/product/magic/overview.html">HTC Magic</a> i jest telefonem komórkowym z systemem <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Android_(platforma)">Android</a>, pochodzącym prosto od znanej skądinąd firmy Google. Razem z telefonem zamówiłem w Orange <a href="http://www.orange.pl/portal/map/map/new_internet_free_phone">2-GB-ajtowy pakiet danych</a> (jedno bez drugiego nie miało by racji bytu). I jest fajnie.</p>
<p>Cały czas i w każdym miejscu jestem w Internecie. Nowy mail? Czytam go jak SMS-a. Dodałem nową osobę do książki w telefonie? W kontaktach Gmaila już ją mam. Kalendarz? Ten sam na kompie i w komórce. Na pulpicie Androida wyświetla się aktualna pogoda, gdybym grał na giełdzie, oglądałbym pewnie wykres prezentujący ceny akcji w czasie rzeczywistym. Czekając na pizzę mogę sobie poczytać nowe rzeczy w RSS-ach, moje wyniki w jednej czy drugiej grze automatycznie znajdują się w sieci. Strony WWW po prostu działają i można je w miarę wygodnie rozglądać. Potrzebuję nowej funkcjonalności? Jej ściągnięcie z Internetu i instalacja nie zajmie więcej niż 30 sekund, dzięki <a href="http://www.android.com/market/">Android Marketplace</a>. Dołączmy do tego wbudowany GPS a także możliwość lokalizacji bez niego (w budynkach i gdy oszczędzamy baterię) a okazuje się, że możliwości są   n i e o g r a n i c z o n e.</p>
<p>Od prawie dwóch lat używam <a href="http://www.gmail.com/">Gmaila</a> i całej infrastruktury jakoś z nim powiązanej (kontakty, <a href="http://www.google.com/calendar/">kalendarz</a>, <a href="http://www.google.com/reader/">czytnik</a>). Wszystko to doskonale integruje się z nowym nabytkiem (co nie jest chyba zaskoczeniem &#8211; dziwne byłoby gdyby Google o to nie zadbał). Jest to dla mnie ogromny plus tej maszynki &#8211; myślę, że na iPhonie nie byłoby tak różowo. Wszelkie specyficzne dla rozwiązań Google funkcje (etykiety w Gmailu, wiele różnych kalendarzy) po prostu działają, bez żadnych dodatkowych zabiegów.</p>
<p>Cały system działa szybko. Właściwie nie zdarzyło mi się, żeby telefon się na chwilę przywiesił i nie reagował (co w przypadku poprzedniego smartfonu &#8211; HTC TyTN &#8211; było dość częste). Duży wyświetlacz (480&#215;320) sprawia, że można normalnie oglądać strony (na TyTN-ie był Internet Explorer, ale do wygody dużo mu brakowało). W końcu <em>look and feel</em> &#8211; subiektywne odczucie używania tego sprzętu &#8211; jest znakomite, zwłaszcza w porównaniu do <a href="http://www.microsoft.com/windowsmobile/pl-pl/default.mspx">Windows Mobile</a>. Prawdę mówiąc, moim zdaniem Android o klasę wyprzedza mobilny produkt Microsoftu.</p>
<p>Dużą zaletą jest również wspomniany Marketplace (odpowiednik iPhone&#8217;owego AppStore). Usługa po uruchomieniu prezentuje najpopularniejsze aplikacje, można też przejść do kategorii (Programy / Gry) i podkategorii. W końcu do instalacji nowego softu przestał być potrzebny komputer stacjonarny &#8211; wszystko można zrobić z poziomu telefonu. Dodanie własnej aplikacji do Marketplace nic nie kosztuje, a Google udostępnia <a href="http://developer.android.com/sdk/index.html">elegancki pakiet</a> dla programistów Androida, więc można będzie w przyszłości napisać coś swojego.</p>
<p>HTC Magic nie posiada klawiatury i trochę się tego obawiałem. Jednak klawiatura ekranowa nie jest aż taka zła i po kilku dniach piszę na niej już właściwie bezbłędnie &#8211; choć wolniej niż na (nawet małej) klawiaturze sprzętowej QWERTY. Za to pewnie nieco szybciej niż na klawiaturze numerycznej zwykłego telefonu.</p>
<p>A ogólne wrażenie jest takie: wszystko co mogę robić w Internecie, mogę teraz robić gdziekolwiek. Niby nie jest to nic nowego (nawet zwykłe komórki mają możliwość przeglądania stron, itd.), ale ten nowy sprzęt zapewnia, że jest to naprawdę szybkie i wygodne (ta niewygoda w przypadku większości telefonów jest barierą nie do przejścia).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://newton.net.pl/2010/02/czarne-oceany-juz-sa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Braid</title>
		<link>http://newton.net.pl/2009/12/braid-2/</link>
		<comments>http://newton.net.pl/2009/12/braid-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Dec 2009 21:03:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Newton</dc:creator>
				<category><![CDATA[IT]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://newton.net.pl/?p=388</guid>
		<description><![CDATA[Kupiłem sobie wczoraj grę za 2 euro (zaleta Steama &#8211; można kupować w niedziele i święta bez łamania 3 przykazania). Braid, bo tak nazywa się to cudo, warta jest każdego centa. Ale po kolei. Fizyka Braid to przedstawiciel szlachetnego gatunku platformówek, a więc następca tytułów takich jak Mario Bros, Superfrog czy Earthworm Jim. Zwłaszcza z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kupiłem sobie wczoraj <a href="http://www.braid-game.com/">grę</a> za <a href="http://store.steampowered.com/app/26800/">2 euro</a> (zaleta Steama &#8211; można kupować w niedziele i święta bez łamania 3 przykazania). <a href="http://www.braid-game.com/">Braid</a>, bo tak nazywa się to cudo, warta jest każdego centa. Ale po kolei.</p>
<p><strong>Fizyka</strong></p>
<p><a href="http://newton.net.pl/files/braid1.jpg"><img class="alignleft" style="margin: 3px;" title="Braid" src="http://newton.net.pl/files/braid1.jpg" alt="" width="400" height="225" /></a>Braid to przedstawiciel szlachetnego gatunku platformówek, a więc następca tytułów takich jak <a href="http://www.virtualnes.com/play/?id=NIN-SM&amp;s=1">Mario Bros</a>, Superfrog czy Earthworm Jim. Zwłaszcza z tą pierwszą grą ma sporo wspólnego, ale o tym później. Bohaterem jest niejaki Tim, który skacze po różnych platformach, łazi po drabinkach, zdobywa fragmenty puzzli (główny cel gry), omija wrogów i robi wszystko to, czym zajmują się inni bohaterzy platformówek. Różnica jest jedna, ale zasadnicza. W tej grze nie można przegrać. Gdy Tim zginie, wystarczy nacisnąć Shift aby cofnąć czas do pożądanego momentu (przypomina to przewijanie do tyłu na wideo) i spróbować jeszcze raz. Mało tego &#8211; często cofnięcie czasu jest często konieczne dla rozwiązania tej czy innej łamigłówki. Możliwość takiej zabawy czasem (przewijać można też do przodu) daje naprawdę dużo możliwości i zmusza do intensywnego wysilenia szarych komórek (wszak nie w 2, lecz w 3 wymiarach się poruszamy).</p>
<p><strong>Estetyka</strong></p>
<p><a href="http://newton.net.pl/files/braid2.jpg"><img class="alignright" style="margin: 3px;" title="Braid" src="http://newton.net.pl/files/braid2.jpg" alt="" width="400" height="225" /></a>Gra jest piękna. Po prostu. Dawno nie widziałem tak ładnej oprawy graficznej. Postaci, tła i wszystkie elementy występujące w grze wyglądają jak malowane (dosłownie), są bardzo kolorowe no i miło się na to patrzy. Czasem pojawiają się elementy przypominające te znane z uniwersum Mario Brosa (rura z żarłocznym kwiatem, zamek z chorągwią), jednak wszystko w takiej właśnie malowanej estetyce.</p>
<p>Muzyka jest doskonała. Ni mniej ni więcej. Wszystkie melodie nieco melancholijne, czasem smutne, czasem poważne. Kojarzą się z muzyką filmową (Źródło? Gladiator? Braveheart?) Gdy cofamy czas, również muzyka &#8222;leci od tyłu&#8221;, a całości dopełniają efekty dźwiękowe.</p>
<p><strong>Psychologia</strong></p>
<p>To wszystko dopiero preludium. Pamiętacie o co chodziło w Mario? Nasz hydraulik poszukiwał tam swojej Księżniczki. Dlatego pokonywał kolejne światy, łaził po tym zamkach, niszczył wrogów. W Braid cel jest taki sam, jednak potraktowany jest on znacznie poważniej, a cała rozgrywka i kolejne światy staje się rodzajem rozprawy o naturze miłości, związku, dojrzałości. Każdy świat poprzedzony jest opisem, scenką rodzajową z życia Tima i jego Księżniczki, zaś zbierane w danym świecie puzzle układają się w ilustrację obrazującą ową scenkę. A słowa, że <em>Księżniczki nie ma w tym zamku</em> naprawdę łapią wtedy za serce.</p>
<blockquote><p>Wiedział, że próbowała przebaczyć, ale któż mogłby po prostu zapomnieć o kłamstwie wbitym niczym sztylet w plecy? Taka pomyłka nieodwracalnie zmienia całą relację, nawet jeśli czegoś nas ona nauczyła i nigdy się już nie powtórzy. Zwęziły się oczy Księżniczki. Oddaliła się.</p></blockquote>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/uqtSKkyJgFM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/uqtSKkyJgFM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://newton.net.pl/2009/12/braid-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wroniec</title>
		<link>http://newton.net.pl/2009/11/wroniec/</link>
		<comments>http://newton.net.pl/2009/11/wroniec/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Nov 2009 14:19:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Newton</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://newton.net.pl/?p=374</guid>
		<description><![CDATA[Już dwa lata minęły od poprzedniej książki Dukaja, godne jest więc i sprawiedliwe, że pisarz wydał w końcu coś nowego. Zapewne o Wrońcu już gdzieś słyszeliście, pisarz ma z powieści na powieść coraz lepszą promocję w rozmaitych mediach (na przykład dzisiaj na TVP2 ma lecieć 30-sekundowa animacja na podstawie Wrońca). A czym Wroniec jest? Jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://newton.net.pl/files/wroniec_okl.jpg"><img class="alignleft" style="margin: 3px;" title="Wroniec - okładka" src="http://newton.net.pl/files/wroniec_okl.jpg" alt="" width="143" height="205" /></a>Już dwa lata minęły od <a href="newton.net.pl/2007/12/lod-recenzja/">poprzedniej książki Dukaja</a>, godne jest więc i sprawiedliwe, że pisarz wydał w końcu coś nowego. Zapewne o <em>Wrońcu</em> już gdzieś słyszeliście, pisarz ma z powieści na powieść coraz lepszą promocję w rozmaitych mediach (na przykład dzisiaj na TVP2 ma lecieć 30-sekundowa animacja na podstawie <em>Wrońca</em>). A czym <em>Wroniec</em> jest?</p>
<p>Jest czymś zupełnie nowym i to pod kilkoma względami. Najpierw &#8211; język. Autor porzucił barokowe, wielokrotnie złożone sentencje na rzecz języka dziecięcych książeczek, a więc mamy tu proste, krótkie zdania. Oczywiście widoczny jest w tym wszystkim dukajowy kunszt, niektóre zdania to prawdziwe perełki (mi ciągle chodzi po głowie <em>Sami muszą znaleźć drogę &#8211; chłopiec i jeszcze mniejsza dziewczynka</em>). Cała zresztą książka jest stylizowana na adresowaną dla najmłodszych &#8211; grube kartki, duży tekst, ilustracje.</p>
<p>O czym więc Dukaj tym językiem bajek dziecięcych opowiada? Ano o stanie wojennym, 1981. Stan wojenny widziany przez dziecko i zapisany w takiej konwencji jest przedziwną krainą, zamieszkaną przez wojaków-<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojskowa_Rada_Ocalenia_Narodowego">wron</a>iaków, MO<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Milicja_Obywatelska">MO</a>, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zmotoryzowane_Odwody_Milicji_Obywatelskiej">z</a>ł<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zmotoryzowane_Odwody_Milicji_Obywatelskiej">omo</a>ty, b<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ministerstwo_Bezpiecze%C5%84stwa_Publicznego">ub</a>eków, szpicli i stalowe <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/ZSD_Nysa">suki</a>. Świetne się ogląda razem z małym Adasiem ten szary świat, fantasmagorycznie wykrzywiony w oczach chłopca. Nierzeczywiste to wszystko tym bardziej, że zdarzyło się naprawdę. Z tego też powodu tak naprawdę dzieci nie powinny po nią sięgać &#8211; świat jest wykrzywiony, ale okrucieństwo pałowania MOMO jest prawdziwe.</p>
<p>&#8222;Oglądać&#8221; możemy dzięki licznym ilustracjom, dobrze pasującym do treści i formy książki. Jest ich naprawdę bardzo dużo, zajmują po pół strony, a raz na jakiś czas pojawiają się w jeszcze większym formacie. Zresztą, zobaczcie sami:</p>
<p><a href="http://newton.net.pl/files/wroniec_big.jpg"><img class="alignnone" title="Wroniec" src="http://newton.net.pl/files/wroniec.jpg" alt="" width="428" height="303" /></a></p>
<p>Jedyną wadą książki jest jej długość &#8211; czyta się to tak na prawdę i ogląda przez 2 godziny i koniec. Jasne jest jednak, że książka &#8222;dla dzieci&#8221; nie może być objętości takiego ponadtysiącstronicowego <em>Lodu</em>. Z drugiej strony &#8211; na pewno jest to książka, do której warto wracać. Nie  lada gratką są też piosenki &#8211; Piosenka Bubeka, Członka czy Przechodniów.</p>
<div id="_mcePaste" style="overflow: hidden; position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px;">losuki</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://newton.net.pl/2009/11/wroniec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
