• Strona główna
  • Nauka
  • O autorze
  • To czytam
Niebieski Pomarańczowy Zielony Różowy Purpurowy

Archiwa kategorii ‘Książki’

Możesz użyć poniższej wyszukiwarki:

sierpnia 21

Legendy miejskie

Legendy miejskie - okładka

Legendy miejskie - okładka

Jestem po lekturze Legend miejskich, książki autorstwa Marka Barbera. Do kupna zachęciła mnie osoba tłumacza - Wojciecha Orlińskiego, o którym już niegdyś na łamach bloga wspominałem (link do jego blogu po prawej stronie). Dodał on również kilka legend charakterystycznych dla naszego pięknego kraju (czy może raczej narodu).

Czym jest legenda miejska? Można ją nazwać “megaplotką”, najczęściej jest to bardzo dziwna, choć prawdopodobna historia, która przytrafiła się przyjacielowi przyjaciela. Przykład takiej legendy to historia o czarnej wołdze, lub o narkomanach terroryzujących ludzi za pomocą strzykawek zatrutych HIV. Książka opisuje kilkadziesiąt takich legend, dzieląc je na grupy (Horror, Zwierzęta, Kulinaria, Legendy internetowe, itd.) Widać jak wielką pracę wykonał autor, starając się dojść do źródła każdej z legend - niektóre z nich określił nawet jako prawdziwe, inne są niewątpliwie fałszywe, lecz najwięcej jest nierozstrzygniętych.

Czyta się to bardzo fajnie - co wynika niejako z samej tematyki. Legendy miejskie to krótkie historyjki, które powinno się fajnie czytać, jeszcze fajniej słuchać, a najfajniej opowiadać. Warto również zajrzeć na stronę autora, zawierającą skatalogowane w książce opowieści.

czerwca 03

Twórcy źli i dobrzy

Istnieją twórcy dobrzy i ci źli. Różnią się pewnie całą masą różnych rzeczy, mi jako informatykowi nie wypada pisać o wszystkich. Napiszę za to o jednej. Jest to - moim zdaniem - warunek konieczny, by artysta mógł być określony jako dobry. Jest to bardzo prosty warunek - dobry twórca, gdy stworzy już swoje działo, powinien umieć milczeć.

To znaczy nie milczeć w ogóle - niech sobie tworzy inne dzieła. Jednak nie powinien wypowiadać się już na temat tego, co stworzył. Nijak. Nie powinien mówić, co chciał przez to dzieło przekazać. Nie powinien prostować błędnych interpretacji. Najlepiej, gdyby w ogóle zapomniał, że stworzył coś takiego, zadowalając się jedynie powiększającym się saldem w banku.

Oczywiście, może się też wypowiadać, udzielać wywiadów, napisać nawet kolejną książkę, gdzie - kawa na ławę - wyłoży o co mu chodziło. Jednak żadne słowo, którego mógłbym użyć do określenia tego artysty, nie będzie nawet odrobinę zbliżone do “dobry”.

Czemu? Dzieło powinno być autonomiczne. Atomowe. Niepodzielne i samowystarczalne. Czemu twórca pisze tę książkę, ten wiersz, maluje obraz, rzeźbi ten kawałek kamienia, tworzy symfonię lub rysuje węża w Paincie? Czemu po prostu nie mówi: chodzi mi o to i o tamto, a to i to chciałbym przekazać? No, czemu? Dlatego, że tego co chce powiedzieć, nie da się wyrazić inaczej, niż tylko korzystając z wybranej przez niego formy. Jeśli da się wyrazić, jeśli da się wiersz opowiedzieć własnymi słowami, jeśli da się przesłanie filmu streścić tak, że wpłynie na słuchającego tak jak na widza, to znaczy, że nie mamy do czynienia z żadnym dziełem sztuki. Że forma nijak nie oddaje treści, nie łączy się z nią. Takie coś ma na mnie zadziałać? Pardon, wolę posłuchać muzyki z The Fountain.

Jeśli więc słyszę, że jakiś tfurca mówi o tym, o co mu chodziło w tym czy owym dziele, to niskie mam o takim twórcy mniemanie - czyż nie umiał tego przedstawić korzystając z dostępnych w momencie tworzenia środków?

Wiąże się z tym jeszcze jedna sprawa. Skoro dobry autor wypowiadając się o swoim dziele, ukazuje tym samym, że jest ono do bani (bo nie broni się samo) to jego interpretacja nie jest żadną wykładnią. Moja - o ile trzymająca się kupy, a więc logiczna - nie będzie ani trochę gorsza niż jego. “Wlazł kotek na płotek” opisem drogi do socjalizmu? Proszę bardzo!

grudnia 19

Lód - recenzja

Tunguskie lasy po katastrofieByła historia. I był rok 1907. I katastrofa była. W syberyjskiej tajdze nastąpił wybuch, który powalił drzewa w promieniu 40 kilometrów. Ludzie dostrzegli tę eksplozję z 1,5 tysiąca kilometrów, usłyszeli zaś z kilometrów 4,5 tysiąca. Od tego momentu dzieje świata zaczęły iść nie w tę stronę, co trzeba.

Ale jak można powiedzieć, w którą stronę powinny iść dzieje świata? Czyżby determinizm? Ale cóż to za determinizm, gdy jednak nie determinuje? Dukaj mówi: prawa. Odkryj człowiecze prawa rządzące historią, a potem sprawdź, czy teraźniejszość zgodna jest z tymi prawami. Nie jest. Na świat w 1907 roku przyszedł Lód.

Lód zamroził historię. Ponieważ Lód pojawił się na Syberii, zamroził najpierw historię Rosji. Nie było więc wojny, rewolucji, Polska to dalej rosyjska prowincja. Spytacie: jak historię mógł lód zamrozić? Sposobów jest kilka.

Znane i zwyczajne pierwiastki: żelazo, węgiel, pod wpływem Lodu zyskały właściwości niezwykłe i niezmiernie przydatne. Rosja stała się jedynym eksporterem tungetytu - materiału 20-krotnie droższego od złota. Nowe bogactwo pozwoliło przetrwać Rosji carów.

Lód wpływa także na logikę. Albowiem w krainie Lata, której Lód nie dotknął, wszystko jest rozmyte, błotniste, ani takie ani takie. Spróbuj zastosować żelazną logikę, ścisłe wynikania na relacje międzyludzkie, na politykę, na ekonomię - nie da się, dziedziny te wbrew logice postępują. Natomiast kraina Zimy - tu Lód wymroził wszelką niepewność. Kraina Zimy to raj dla miłośników detektywistycznych powieści, gdzie samą jeno dedukcją można odkryć kto zabił i dlaczego. Kraina Zimy to raj dla matematyków - albowiem relacje międzyludzkie stają się równie przejrzyste i poddające się ścisłym prawom jak matematyczne równania. Kraina Zimy - tu nawet mówić zbyt wiele nie trzeba, wszyscy posiadając odpowiednie informacje mogą dojść tylko do tych samych wniosków. Tu nie ma wariatów. Ale nie ma też genialnych wynalazców - wymyślenie czegokolwiek wymaga, by udać się poza często uczęszczane myślowe drogi.

No i jest powieść. Głowny bohater - Gierosławski - z krainy Lata zmierza ku krainie Zimy transsyberyjską koleją. Zmienia się nasz bohater - to cecha charakterystyczna dukajowych powieści. Na początku nawet ciężko o nim powiedzieć by istniał - taki jest nijaki. Staje się jednak coraz bardziej. Wraz z nim zmienia się i czytelnik - przynajmniej ten piszący te słowa. Czy to powszechne, że czytając książkę, powieść świat tłumaczącą, chce się to tłumaczenie wraz z bohaterem przyjąć, za swoje uznać? Ba - nawet teraz piszę tak, w takim stylu, jakby to Gierosławski myślał i pisał. Ot - książka lodowa, ma moc zmrozić i czytającego.

Całość stylizowana jest na powieść przełomu XIX wieku. Język, ortografia, rozmiar (ponad 1000 stron) no i czas ukazanych wydarzeń przywodzą na myśl owe dzieła pozytywistyczne. Możemy tu spotkać Teslę, Piłsudskiego, Rasputina - oczywiście w historii zamrożonej, historii alternatywnej. Możemy usłyszeć jak brzmiałyby pijackie przyśpiewki, gdyby historia tak się właśnie potoczyła. Możemy usłyszeć, jak by mówiono. Możemy zrozumieć, jak by myślano. Powieść prawdziwa - opisuje świat i człowieka. Warto.

grudnia 04

Powieści

Moim ulubionym gatunkiem literackim jest powieść. Lubię dobrą powieść. Charakterystyczni bohaterowie, błyskotliwe dialogi i wartka akcja. Fabuła nad którą myśli się przez kilka tygodni i styl, który wchodzi w krew na kilka miesięcy. Wiele wątków pobocznych. No i najmniej 350 stron, a dobrze jako powyżej 500. Nie lubię Coehlo. Nie lubię powieści eksperymentalnych (chyba, że posiadają w/w cechy). Nie lubię powieści, w których fabuła jest tylko narzędziem dla ukazania blablabla. Wolę 10 razy przeczytać Lalkę niż jeszcze raz przeczytać Alchemika. Powieści, w których większość zdań zawiera uniwersalną prawdę uważam za nic nie warte z matematycznego powodu: jeśli coś jest uniwersalne, tzn. można to dopasować do każdej sytuacji, to taki obiekt musi należeć do zbioru pustego. Takiemu zbiorowi jest też równa wartość owych sentencyj. Nowoczesne powieści przypominają mi papkę serwowaną w domu dla nerwowo chorych - nie wymagając przetrawienia, podają wszelkie wnioski do jakich powinien dojść czytelnik ot tak, po prostu. Na każdej stronie po 20 wniosków, każdy znajdzie coś dla siebie. Fabularna wersja “książeczek upominkowych“. Fabuła - kto by się nią przejmował. Bohaterowie - jeśli są stypizowani i płascy, to lepiej pasują do stylu przypowieści. Dialogi? Po co owijać absolut w bawełnę? Styl? A jakiż to charakterystyczny styl można nadać zdaniu, nie przekazującemu żadnej konkretnej treści? Sfabularyzowane haiku, autorzy poszli na skróty ku celowi o nazwie “Ukażmy czym jest świat i człowiek”.

Bo taki rzeczywiście powinien być cel powieści. Powieści dobre od czytalnych odróżniam po tym, że te pierwsze rzeczywiście ukazują prawdę o człowieku i świecie, a te drugie - samą jeno opowieść (jak zauważył Philip K. Dick). Ukazanie tych podstawowych prawd nie może jednak odbywać się na poziomie dosłownym. Nie można napisać: albowiem prawdą o człowieku jest tamto i siamto. Nie można tego zrobić z tej chociażby przyczyny, że powieść taka nigdy nie zajmie 350 stron (nie marząc już o 500). Opisana historia, zachowanie bohaterów (psychologiczne prawdopodobne i uzasadnione) - to ma mi ukazać wizję człowieka. Wszelkie zdarzenia i przeciwności, zakończenie i początek, tło - tu chcę dowiedzieć się czegoś o świecie.

Z tego powodu lubię fantastykę. W science-ficition naukowe podejście daje logiczność wywodu. Chęć zachowania realizmu (no, prawdopodobieństwa) w dziedzinie techniki wymusza zachowanie zdrowego rozsądku na innych płaszczyznach. Fantasy ma z kolei długie tradycje w ukazywaniu znakomitych historii (patrz: baśnie). Znana powieść fantasy (6 części, ponad 200 stron każda!) o kilku hobbitach zajmujących się spedycją biżuterii przekazuje więcej prawdy na temat istot ludzkich niż wszystkie Czarownice z Portobello razem wzięte. Choć oczywiście nie tylko fantastyka - chyba, że Dostojewskiego lub innego Prusa za fantastę uznamy.

Tyle rozważań, teraz część pt. “zastosowanie”. Będzie krótko. 6.XII Jacek Dukaj wydaje nową książkę, pt. “Lód“. Dukaj to gość, który napisał m.in. opowiadanie Katedra (ekranizacja niemalże dostała Oskara). Nowa powieść ma ponad 1000 stron, akcja rozgrywa się w carskiej Rosji (m.in. Warszawa, kolej transsyberyjska i sama Syberia), bohaterów jest multum, a autor łączy rozważania filozoficzno-historiozoficzne z wciągającą fabułą. Jak dla mnie - bomba. Miłej lektury życzę Wam i sobie.

kwietnia 17

2 książki

Korzystając z odrobiny czasu wolnego przeczytałem ostatnio 2 książki: Amerykańscy bogowie Neila Gaimana i Płyńcie łzy moje, rzekł policjant Philipa K. Dicka.

Amerykańscy bogowie często pojawiają się ostatnio na wystawach w księgarniach z racji tego, że niedawno w Polsce zagościła wersja autorska książki. Ja czytałem zwykłą, tzn. nie-autorską.

Jacy są, ci tytułowi amerykańscy bogowie? Tacy jak sama Ameryka i jej mieszkańcy. Część z nich pochodzi z różnych części świata (wiadomo, że imigranci przywozili do Ameryki swoje wierzenia ze sobą), natomiast inni rozpoczęli swe życie już w Ameryce. Do tych drugich zaliczają się bogowie nowocześni - bogini telewizji, czy bóg samochodów. Bogowie ci potrzebują ofiar, krwi i wiary, społeczeństwo zaś wykazuje coraz mniejszą ochotę na wiarę w cokolwiek. Wokół tego problemu toczy się fabuła powieści. Cały świat poznajemy u boku Cienia, który właśnie wyszedł z więzienia. Jeśli ktoś lubi postmodernistyczne powieści - polecam, dobra zabawa. Przypomina mi to trochę Pratchetta, ze względu na podobną “magię rzeczywistości”, którą autor zdaje się wyznawać.

Płyńcie łzy moje, rzekł policjant, to książka, której już sam tytuł mnie urzekł. Dick porusza tu swój ulubiony motyw: co jest rzeczywistością, a co dzieje się tylko w umyśle? Bardzo znany piosenkarz telewizyjny, mający 30-milionową Jason Taverner budzi się pewnego dnia w obskurnym hotelu. Na dodatek nikt go nie rozpoznaje, agent i ukochana nie chcą z nim rozmawiać, twierdząc, że nie wiedzą kim jest. Na dodatek do skóry dobiera mu się Policja, decydująca w przyszłości o tym, co jest złe, a co dobre.

W przedstawionym świecie zaciekawiło mnie miejsce studentów - żyją w podziemiach dawnych kampusów, otoczeni policyjnymi kordonami. Nie mogą opuścić piwnic uniwersytetów, gdyż są tymi, którzy kiedyś przeciwstawiali się władzy. Często pojawiają się teksty w rodzaju “myślałam, że to jakiś student lub narkoman” ;).

Dick umie zręcznie połączyć ze sobą wszystkie motywy, dlatego również lektura jego książki jest przyjemnością, o ile tylko czytelnik przyzwyczai się do specyficznego stylu tego autora.

lutego 25

Pachnidło

W drodze na Kongregację Odpowiedzialnych skończyłem czytać zewsząd reklamowany bestseller Pachnidło. Czymś, co zaciekawiło mnie najbardziej są opisy. Nie ma tu opisów tego jak coś wygląda, ale jak to pachnie. Przywołane zostały setki nazw zapachów. Inna sprawa, że niewiele z nich kojarze, ale podziwiam autora, który wykazał się dużym znawstwem opisywanej dziedziny. No, w każdym razie umiał stworzyć takie pozory ;). A poza tym? Przeciętne moim zdaniem - fabuła bez jakichś ogromnych niespodzianek, pomysł z głównym bohaterem - geniuszem zapachu - może i dobry, ale po tych 200 stronach zdążył się jakoś znudzić (przynajmniej mi). Końcówka wzbudziła we mnie mieszane uczucia (może to i dobrze?) - z jednej strony jakaś taka nijaka, a z drugiej to dobre zakończenie powieści, która cała jest utrzymana w turpistycznej estetyce. W skali szkolnej: 4.

lutego 22

Nowy umysł cesarza

Jestem właśnie w trakcie lektury książki Rogera Penrose‘a pt. Nowy umysł cesarza. Autor zastanawia się, czy możliwe jest stworzenie komputera, który działałby tak jak ludzki umysł. Ale jak ten umysł właściwie działa? Aby to wyjaśnić, autor uważa za niezbędne przedstawienie teorii kwantów, ogólnej i szczególnej teorii względności, “klasycznych” teorii fizycznych, zagadnienia obliczalności, determinizmu, twierdzenia Gödla i wielu innych ważnych teorii nauk ścisłych. Czyni to jednak w sposób zrozumiały, każda nowa teoria jasno wypływa z poprzednich, a na początku wystarczy znajomość podstaw matematyki.

Zadziwiający dla mnie jest fakt, że w celu opisania działania ludzkiego umysłu, trzeba powoływać się na tak wiele nowych i zaawansowanych teorii. Jednak nawet te zaawansowane teorie nie wystarczają, aby w pełni wyjaśnić jak to się dzieje, że człowiek potrafi wymyśleć takie rzeczy i rozwiązać takie problemy, których setka komputerów nie rozwiąże nigdy.

Człowiek jest więc zwieńczeniem stworzenia, umysł jest bytem korzystającym z najbardziej zaawansowanych (a może właśnie najbardziej pierwotnych i podstawowych) właściwości naszego świata. Czy istnieją nauki bardziej humanistyczne niż nauki ścisłe, skoro matematyka i fizyka pozwalają nam dojść do takich właśnie wniosków?

lutego 19

Czarne oceany

Podtytuł bloga został zaczerpnięty z mojej ulubionej książki: Czarne oceany. Autor - Jacek Dukaj - przedstawił w niej dość spójną i niestety pesymistyczną (czarną?) wizję przyszłości. Wizja ta składa się z bardzo wielu mniejszych i większych cegiełek - pomysłów Dukaja, dotyczących bardzo różnych sfer życia. Te które najbardziej utkwiły mi w pamięci, to:

Nowa Etykieta. Zaczęło się od procesów o molestowanie seksualne w pracy pod koniec lat ‘90 XX wieku. Szereg precedensów doprowadził do sytuacji, w której uśmiech do przechodzącej ulicą kobiety może stać się przestępstwem karanym gigantyczną grzywną (równą życiowemu dorobkowi). Gesty takie jak poklepanie kogoś po plecach, czy wejście do czyjegoś biura bez odpowiednich formułek powitalnych jest już zbrodnią.

Metagiełda. Czyli giełda, która nie odzwierciedla niczego prócz giełdy. Zaczęło się od stosowania prostych programów eksperckich, umożliwiających sprzedaż całości akcji w czasie krachu. Z czasem programy te stawały się coraz bardziej inteligentne, aż do momentu, w którym to one podejmują wszystkie ważne decyzje. Ludzie zajmują się jedynie konserwacją. Najgorsze jest to, że nie ma z tego systemu ucieczki - kraj czy instytucja, która chciałaby zrezygnować z programów eksperckich, zostanie po prostu bankrutem - człowiek nie dorówna w metagiełdowych analizach maszynie. Skutkiem ubocznym jest to, że wskaźniki giełdowe i zależności między nimi stały się nie do pojęcia nawet dla siedzących w cztero- i pięciowymiarowych symulacjach operatorów.

Komputery osobiste. To jest pomysł, który podoba mi się najbardziej. Komputery osobiste nie mają już postaci beżowych skrzynek, nie chowa się ich nawet do kieszeni, a wszczepia bezpośrednio w układ nerwowy. Komunikacja z takimi wszczepkami odbywa się w oparciu o rzeczywistość wirtualną - obok użytkownika takiego komputera pojawia się postać menadżera wszczepki, któremu można wydawać polecenia (myślami, lub przy użyciu np. fantomowego szóstego palca). Dukaj w pełni rozumie możliwości, jakie daje taka wszczepka. W pewnym momencie bohater znajduje się w ciemnym pomieszczeniu. Menedżer wszczepki każe mu klasnąć, a następnie analizując to, jak rozchodzi się dźwięk, jest w stanie ukazać bohaterowi zarysy pomieszczenia (oczywiście w VR). Istnieją - nielegalne wprawdzie - programy w pełni modyfikujące docierającą do ich użytkownika rzeczywistość. Chętni mogą na przykład przenieść się do świata horrorów Lovecrafta. Jak wówczas jednak rozpoznać, czy docierające bodźce są ciągle elementem gry, czy też prawdziwą rzeczywistością? Istnieją również w pełni legalne edytory ruchu, wspomagające strzelanie z pistoletu czy umiejętności oratorsko-retoryczne.

Telepatia. Jednym z głównych elementów książki jest telepatia - tutaj rozumiana bardziej jako pewne upośledzenie układu odpornościowego. Oczywiście nie chodzi o odporność na zarazki, lecz o odporność na psychomemy - hipotetyczne byty, towarzyszące procesowi myślowemu dowolnej istoty. Mózg osoby nieodpornej przyjmuje psychomemy jako własne myśli i uczucia. Skutkiem jest telepatia - myślenie i czucie tego samego, co osoba znajdująca się w pobliżu. A co gdyby pojawiła się epidemia wirusa, który osłabiałby układ odporności na cudze psychomemy? Szaleństwo tłumu, czerń psychomemów zalewająca chore umysły, czarne oceany…

Blog Newtona

Nazywam się Newton. Teraz będę kłamał.

  • Blip
  • Pepsi
    Aktualny zapas Pepsi:
  • Archiwa
    • styczeń 2009
    • grudzień 2008
    • listopad 2008
    • październik 2008
    • wrzesień 2008
    • sierpień 2008
    • lipiec 2008
    • czerwiec 2008
    • maj 2008
    • kwiecień 2008
    • marzec 2008
    • luty 2008
    • styczeń 2008
    • grudzień 2007
    • listopad 2007
    • październik 2007
    • wrzesień 2007
    • sierpień 2007
    • maj 2007
    • kwiecień 2007
    • marzec 2007
    • luty 2007
  • Wyszukiwanie






  • Strona główna
  • Nauka
  • O autorze
  • To czytam

© Copyright Blog Newtona. All rights reserved.
Designed by FTL Wordpress Themes brought to you by Smashing Magazine

Do góry!