• Strona główna
  • Makler
  • Nauka
  • O autorze
  • To czytam
  • West Highland Way
Niebieski Pomarańczowy Zielony Różowy Purpurowy

Lost vs Six feet under

Post z kategorii filmy. Napisał Newton, a był to Marzec 13, 2011 roku.
mar 13

Zakończyłem w ostatnim czasie oglądać dwa seriale: Lost (Zagubieni) i Six feet under (Sześć stóp pod ziemią). Oba dość znane, Lost ma 6, a Six… 5 serii, kręcone były w odpowiednio drugiej i pierwszej połowie zeszłej dekady. Jednocześnie jednak bardzo się różnią – wydaje mi się, że różnica między nimi jest kluczowa dla całego serialowego świata i dzieli go na dwie części: „rozrywkową” i „realistyczną”.

Lost (jak zresztą pewnie wiecie) to historia grupy rozbitków lotu Oceanic 815, którzy próbują przetrwać na pełnej tajemnic wyspie. Z czasem (w retrospekcjach) poznajemy historię każdego z bohaterów i można odnieść wrażenie, że nie trafili na wyspę przypadkowo – zwłaszcza, że ich losy przecinały się już przedtem. Wyspa okazuje się być zamieszkana i z odcinka na odcinek jedna tajemnica goni drugą. Są to tajemnicy dotyczący miejsca, w którym pasażerowie samolotu się znaleźli, ale i samych pasażerów.

Six feet under to opowieść o zakładzie pogrzebowym prowadzonym przez rodzinę Fisherów – braci Nate’a i Dave’a. Fabuła każdego odcinka luźno snuje się wokół pogrzebu konkretnej osoby lub osób, która ginie w początkowej scenie. Jest to zabieg podobny do zastosowanego w Housie – choć to Six feet… było wcześniej. Poznajemy więc rodzinę Fisherów – wymienieni bracia mają jeszcze nastoletnią siostrę Claire i matką Ruth, poznajemy ich partnerów i przyjaciół. Jest to jednak dość małe grono i rzadko się zdarza, by ktoś do niego dołączył (w przeciwieństwie do Lost gdzie znaczących bohaterów jest kilkudziesięciu).

Głównym motywem Lost są zagadki. Niewiadome piętrzą się od pierwszego odcinka, a rozwiązanie każdej z nich wymaga wprowadzenia kilku nowych. Czasem pojawia się nowa postać, która (jak mamy nadzieję) potrafi udzielić odpowiedzi, jest to jednak tylko złudzenie – zwykle podlega ona komuś stojącemu wyżej. Frustrację wynikającą z niewiedzy dzielimy razem z bohaterami, którzy również są źli, że naprawdę nie mają pojęcia czemu znaleźli się na wyspie i co powinni zrobić. Właściwie dopiero na końcu, w ostatniej serii, wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać, układając się w pewien rodzaj wyspowej mitologii.

Wydaje mi się, że w Six feet under nie istnieje żaden główny motyw. Owszem, są wątki ciągnące się przez kilka odcinków lub przez cały serial, fabuła jednak dość naturalnie snuje się w różnych kierunkach. Co nie znaczy, że jest nudno – cały serial składa się z wielu mini-opowieści, które same w sobie są perełkami i nie pozwalają odejść od komputera (kiedyś się pisało „od telewizora” – dziwne nie?) Myślę jednak, że przedstawiane historie służą tutaj raczej do zaprezentowania bohaterów, pokazania ich od wielu różnych stron. Dzięki temu, że widzimy jak zachowują się w różnych sytuacjach (często skrajnych), możemy ich naprawdę dobrze poznać. Oczywiście, wymaga to, aby psychologia postaci była spójna (co nie znaczy, że przewidywalna) i jest to spore wyzwanie. Sądzę jednak to, że twórcy Six feet under sprostali temu wyzwaniu i uważam to za największą zaletę serialu.

Lost również składa się z wielu małych wątków. Niestety, większość z nich polega na łączeniu się w sojusze, bieganiu po dżungli między tymi samymi miejscami i biciu się nawzajem. To, że te historie powtarzają się cały czas w kółko, a zmieniają się jedynie szczegóły (skąd i dokąd biegniemy, z kim, kogo musimy powstrzymać przed kim) sprawia, że wszystkie odcinki tak naprawdę zlewają się w jedno. Sytuacja nie wygląda lepiej jeśli chodzi o psychologię postaci. Jest ona, cóż, kiepska. Bohaterowie są płytcy, każdego z nich można podsumować jednym zdaniem i zdanie to pozostanie prawdziwe przez wszystkie 6 serii. Nie pomagają tu retrospekcje z życia „przed” wyspą, ani wspomniana powtarzalność motywów. Właściwie jeśli w danym odcinku bohater A biegnie przez dżunglę, aby powstrzymać bohatera B przed zrobieniem tego czy tamtego, to A i B można by wymienić miejscami – wszystko i tak będzie się trzymać kupy.

Łatwo przewidzieć, który serial bardziej mi się podobał. Rzeczywiście, Six feet… uważam za bardzo wartościowy – do licha, skłania do myślenia lepiej niż niejedna książka. Wydaje mi się, że powieść czy film można nazwać dobrym wtedy, jeśli próbuje przedstawić spójną wizję świata i człowieka. Six feet under próbuje. Natomiast Lost jest dość przyzwoitą rozrywką, niestety – jak się zdaje – bez większej głębi (nawet, jeśli chce udawać coś innego). Oczywiście, lekka rozrywka nie jest niczym złym. Jeśli jednak za kilka lat postanowię odświeżyć sobie kilka najlepszych seriali, Six feet… będzie pośród nich, całkiem niedaleko od The Wire.

Komentarze: 3

  1. Milena on Marzec 29th, 2011

    Stwierdzenie, że six feet under ukazuje realistyczną część świata to chyba nadużycie…
    Choć napisałeś „realistyczną”, więc może ujdzie jako niutonowska klasyfikacja serialowa ;)

  2. Newton on Marzec 30th, 2011

    Chodziło mi o to, że „Six feet under” reprezentuje tę bardziej „realistyczną” grupę seriali.

    Być może niektóre wydarzenia przytrafiające się postaciom 6FU są mało prawdopodobne. Jednak widzę to tak: scenarzyści wymyślają dziwne sytuacje i dziwnych bohaterów, łączą jedno z drugim, a później patrzą co się stanie — starają się jednak, by już zachowanie tych bohaterów w tych sytuacjach było jak najbardziej realistyczne. Trochę na zasadzie eksperymentu ze szczurami w labiryncie, trochę na zasadzie demiurga tworzącego swoje światy.

    I tak naprawdę nie przeszkadza mi to, że w którymś tam odcinku niebieski lód [1] spada z samolotu i zabija jakiegoś kolesia (co jest właściwie bardzo mało prawdopodobne). Podoba mi się natomiast to, że bohaterowie serialu zetknięci są z taką sytuacją zachowują się tak i owak, co pozwala mi ich lepiej poznać.

    [1] – http://en.wikipedia.org/wiki/Blue_ice_(aircraft)

  3. Kiecunia on Lipiec 9th, 2011

    ja obejrzalam six feet jednym tchem, promuje gejostwo, ale ogolny klimat jest naprawde ciekawy, bo w koncu oryginalny. dostal mnostwo nagrod i wyroznien. wszystkim sie podoba :)



Zostaw odpowiedź

Blog Newtona

Nazywam się Newton. Teraz będę kłamał.

  • Kategorie
    • arduino
    • emo
    • filmy
    • inne
    • książki
    • muzyka
    • nauka
    • podróże
    • technikalia
    • wiara
  • Archiwa
    • Styczeń 2012
    • Grudzień 2011
    • Wrzesień 2011
    • Sierpień 2011
    • Maj 2011
    • Marzec 2011
    • Luty 2011
    • Styczeń 2011
    • Grudzień 2010
    • Listopad 2010
    • Październik 2010
    • Sierpień 2010
    • Lipiec 2010
    • Maj 2010
    • Kwiecień 2010
    • Luty 2010
    • Grudzień 2009
    • Listopad 2009
    • Październik 2009
    • Wrzesień 2009
    • Sierpień 2009
    • Lipiec 2009
    • Czerwiec 2009
    • Maj 2009
    • Kwiecień 2009
    • Marzec 2009
    • Luty 2009
    • Styczeń 2009
    • Grudzień 2008
    • Listopad 2008
    • Październik 2008
    • Wrzesień 2008
    • Sierpień 2008
    • Lipiec 2008
    • Czerwiec 2008
    • Maj 2008
    • Kwiecień 2008
    • Marzec 2008
    • Luty 2008
    • Styczeń 2008
    • Grudzień 2007
    • Listopad 2007
    • Październik 2007
    • Wrzesień 2007
    • Sierpień 2007
    • Maj 2007
    • Kwiecień 2007
    • Marzec 2007
    • Luty 2007
  • Wyszukiwanie






  • Strona główna
  • Makler
  • Nauka
  • O autorze
  • To czytam
  • West Highland Way

© Copyright Blog Newtona. All rights reserved.
Designed by FTL Wordpress Themes brought to you by Smashing Magazine

Do góry!